Ponad 30 nietypowych miejsc i atrakcji w Bhutanie
Poniższy zbiór przedstawia ponad trzydzieści mniej znanych miejsc wraz ze szczegółowymi, praktycznymi wskazówkami, które warto rozważyć podczas podróży do Bhutanu. Każdy wpis zawiera kontekst i informacje o atrakcjach, ukazując bogactwo przygód wykraczających poza typowy szlak turystyczny.
Ukryte skarby zachodniego Bhutanu
Kompletny przewodnik po dolinie Haa
Dolina Haa to wysokogórska kotlina z polami uprawnymi i lasami, otoczona szczytami na dalekiej zachodniej granicy Bhutanu. Zaledwie cztery godziny jazdy od ruchliwego przygranicznego miasta Phuentsholing (lub trzy godziny jazdy przez przełęcz Chele La z Paro), Haa sprawia wrażenie, jakby wkroczyła do spokojniejszego Bhutanu sprzed dekad. Nadal jest to jeden z najsłabiej zaludnionych regionów – miejscowa legenda głosi, że dolina była tak odosobniona, że jej istnienie było praktycznie nieznane nawet wielu Bhutańczykom, dopóki nie wybudowano nowoczesnej drogi. Nazwa „Haa” czasami oznacza „ukryty” i rzeczywiście przez lata była niedostępna dla turystów ze względu na strategiczne położenie przy granicy. Dziś, za specjalnym zezwoleniem, turyści mogą odkrywać mieszankę pasterskiego życia, świętych miejsc i górskich przygód w Haa.
Bliźniacze Świątynie Mitów i Legend: W sercu doliny znajdują się dwie skromne świątynie z VII wieku, Lhakhang Karpo (Biała Świątynia) i Lhakhang Nagpo (Czarna Świątynia). Według legendy, zostały one zbudowane w miejscach, gdzie biały i czarny gołąb, emanacje buddyjskiego bóstwa, wylądowały, aby oznaczyć pomyślne miejsca. Świątynie emanują prostym, staroświeckim urokiem i pozostają ważnymi sanktuariami społeczności. Podczas corocznego festiwalu Haa Tshechu, tancerze w maskach wykonują święte tańce czam na dziedzińcu, a mieszkańcy wioski gromadzą się tu na błogosławieństwa. Zwiedzający mogą wędrować po terenie świątyni, podziwiać wyblakłe malowidła ścienne i pytać miejscowych mnichów o historię mitycznych gołębi. Atmosfera jest ponadczasowa – flagi modlitewne powiewają na tle gór, a w oddali słychać szmer rzeki Haachu. To kameralne miejsce, w którym można doświadczyć żywej duchowości, bez tłumów, które można spotkać w większych klasztorach.
Wędrówka do pustelni Crystal Cliff: Świątynia Kryształowego Klifu (znana lokalnie jako Katsho Goemba lub czasami nazywana „Mini Tygrysim Gniazdem”), położona wysoko na skalistym klifie z widokiem na Haa, oferuje zarówno satysfakcjonującą wędrówkę, jak i wgląd w życie pustelnika. Szlak zaczyna się w pobliżu wioski Dumcho na dnie doliny i wije się w górę przez sosny i rododendrony. Po około godzinie lub więcej stałego wspinania, zobaczysz małą świątynię przylegającą do stromej ściany skalnej. Mówi się, że czcigodny tybetański jogin medytował w jaskini w tym miejscu wieki temu, a świątynia została później zbudowana wokół jaskini. Nazwa „Kryształowy Klif” pochodzi od formacji kryształowej w skale, która jest uważana za relikwię. Po dotarciu na miejsce zostaniesz powitany przez rezydującego mnicha-opiekuna, jeśli jest w pobliżu, który może pokazać ci prostą salę świątynną i jaskinię. Widoki z góry są fenomenalne – cała Dolina Haa leży poniżej, mozaika pól i lasów, a rano góry często spowija mgła. Niewielu turystów decyduje się na tę wędrówkę, więc prawdopodobnie będziesz sam i ewentualnie kilku pielgrzymów. Zabierz wodę i przygotuj się na strome odcinki, ale pamiętaj, że samotność i widoki na szczycie są warte każdego kroku.
Przełęcz Chele La – coś więcej niż tylko punkt widokowy: Większość odwiedzających Chele La (najwyższą przełęcz drogową Bhutanu, o wysokości około 3988 m n.p.m.) traktuje ją jako szybką sesję fotograficzną, ponieważ w pogodne dni oferuje ona zachwycające widoki na górę Jomolhari i inne himalajskie szczyty. Na zachodzie widać dolinę Haa, a na wschodzie dolinę Paro. Choć panorama jest rzeczywiście spektakularna, niekonwencjonalny podróżnik może zamienić Chele La w coś więcej niż tylko przejazd samochodem. Jednym z pomysłów jest przejażdżka rowerem górskim po starych szlakach wokół przełęczy – asfaltowa droga ustępuje miejsca wyboistym ścieżkom prowadzącym do zakątków alpejskich łąk i kamiennych miejsc modlitwy. Odważni rowerzyści podjęli wyzwanie, aby przejechać z Chele La do punktu zwanego Przełęczą Tagola, nieco dalej wyboistą drogą dla jeepów. Wysiłek opłaca się samotnością wśród powiewających flag modlitewnych i jeszcze wyższymi widokami. Alternatywnie, rozważ krótki spacer do klasztoru Kila (znanego również jako Chele La Gompa) ukrytego w klifach tuż pod przełęczą. W tym skupisku starożytnych cel medytacyjnych i świątyń mieszkają buddyjskie mniszki, które żyją w odosobnieniu – to spokojne miejsce, gdzie można usłyszeć cichy szum modlitw mieszający się z szumem górskiego wiatru. Niezależnie od tego, czy zatrzymasz się na pikniku pośród letnich pastwisk pasterzy jaków, czy wędrujesz po grzbiecie grzbietu w poszukiwaniu dzikich alpejskich kwiatów, Chele La może być doświadczeniem obcowania z naturą, a nie tylko krótkim przystankiem.
Zanurzenie się w wiejskiej scenerii Dumcho, Paeso i okolic: Urok Doliny Haa ujawnia się na poziomie wsi. Na dnie doliny rozsiane są przysiółki takie jak Dumcho, Paeso, Bhagena i Gurena. Osady te składają się z tradycyjnych, dwupiętrowych bhutańskich domów wiejskich, pól ziemniaków, jęczmienia i pszenicy oraz labiryntu ścieżek łączących domy z rzeką i lasem. Niekonwencjonalny plan podróży powinien uwzględniać czas na spacer lub przejażdżkę rowerową między tymi wioskami. Miejscowi są niezmiennie przyjaźni i ciekawi – możesz zostać zaproszony na filiżankę suja (herbaty z masłem) lub arra (domowego trunku) przez mieszkańców wsi, którzy nie są przyzwyczajeni do widoku wielu obcych twarzy. W Paeso można zaobserwować codzienne życie wiejskie: dzieci bawiące się nad strumieniem, starszych ludzi tkających lub zajmujących się ciesielstwem pod okapami domów oraz rolników niosących kosze z paszą dla bydła. Coraz częściej dostępne są noclegi w domach prywatnych; nocleg w domu wiejskim jest atrakcją. Wyobraź sobie, że zasypiasz pod ciepłą kołdrą w pokoju wyłożonym boazerią, a budzisz się przy dźwiękach piania kogutów i szumu rzeki w oddali. Niektóre kwatery prywatne w Haa oferują kąpiele w gorących kamieniach – tradycyjną bhutańską kąpiel, w której zanurzasz się w drewnianej balii, a do środka wrzucane są rozżarzone kamienie, aby podgrzać wodę nasączoną ziołami leczniczymi. To głęboko relaksujące, zwłaszcza w chłodny, górski wieczór po dniu trekkingu. Gospodarze przygotują Ci również rustykalny posiłek, prawdopodobnie obejmujący specjały z Haa, takie jak Hoentey (gotowane na parze pierożki z kaszy gryczanej nadziewane liśćmi rzepy i serem). Te wioski dają szansę na aklimatyzację do tempa życia w Bhutanie: powolnego, bliskiego ziemi i przepełnionego cichą radością.
Łąka Yamthang i miejsce piknikowe Chundu Soekha: Jadąc drogą w kierunku posterunku wojskowego Damthang (ostatniego punktu otwartego dla cywilów przed granicą między Indiami, Chinami i Bhutanem), mija się piękną, otwartą łąkę w pobliżu wioski Yamthang. Ta szeroka, płaska łąka leży obok szkoły średniej Chundu i jest ulubionym miejscem piknikowym mieszkańców. Na łące stoi na straży gigantyczny, starożytny cyprys – miejscowi mówią, że to drzewo spełniające życzenia, pobłogosławione przez bóstwo. Tutaj, każdego lata (zazwyczaj w lipcu), w Dolinie Haa odbywa się Letni Festiwal, święto koczowniczej kultury, na które składają się tańce jaków, tradycyjne sporty i jedzenie. Nawet jeśli nie będziesz tam w czasie festiwalu, Łąka Yamthang to idealne miejsce na spokojny spacer. Przejdź przez urokliwy, żelazny most wiszący kołyszący się nad rzeką Haa Chhu i obserwuj rolników ręcznie ścinających siano. Nad rzeką można znaleźć miejsca, w których można zjeść lunch w pudełku z widokiem na pastwiska jaków na odległych zboczach. Wioska Gurena, położona tuż obok, również kryje perełkę: po przejściu przez drewniany most do Gureny, krótka ścieżka prowadzi wzdłuż rzeki na ustronną polanę piknikową, którą jeden z lokalnych przewodników opisał jako „jego ulubione miejsce, gdzie można zabrać przyjaciół”. Łatwo zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, gdy latem jest otoczona polnymi kwiatami i powiewającymi nad głowami flagami modlitewnymi.
Trekking do jezior wysokogórskich: Dla miłośników pieszych wędrówek Haa oferuje jedne z najlepszych w Bhutanie tras trekkingowych, z dala od utartych szlaków. Najważniejszym z nich jest wyprawa do jeziora Nub Tshonapata (czasami pisanego jako Nubtshonapata), często nazywanego „jeziorem w kratę” ze względu na zmieniające się kolory. Ta wędrówka wymaga co najmniej 3 dni (dwie noce z kempingiem) i ze względu na odosobnienie powinna być realizowana z lokalnym przewodnikiem i jucznymi zwierzętami. Wyruszając z Haa, wędrujesz przez dziewicze lasy, by osiągnąć alpejskie szczyty, gdzie krajobraz usiany jest obozowiskami pasterzy jaków. Po drodze przekraczasz trzy wysokie przełęcze, z których każda oferuje zapierające dech w piersiach widoki – w pogodne dni możesz nawet dostrzec odległą Kanczendzongę (trzeci co do wysokości szczyt świata) migoczącą na zachodnim horyzoncie. Nub Tshonapata to spokojne, szmaragdowe jezioro na wysokości około 4300 metrów, otoczone pasącymi się jaki, a ciszę przerywa jedynie wiatr. Legenda głosi, że jezioro to jest bezdenne i magicznie połączone z morzem. Niezależnie od tego, czy to prawda, czy nie, siedzenie nad jego brzegiem, gdy zachodzące słońce barwi wodę na złoto, to samo w sobie duchowe przeżycie. Inna, krótsza trasa prowadzi do jeziora Tahlela, które można pokonać w ramach intensywnej, jednodniowej wędrówki. Szlak rozpoczyna się w klasztorze Dana Dinkha (wspomnianym poniżej) i stromo wspina się do mniejszego, ukrytego jeziora otoczonego klifami. Lokalna tradycja głosi, że jeziora te zamieszkują duchy opiekuńcze, dlatego obozowanie na ich brzegach zazwyczaj odbywa się z szacunkiem i ewentualnie z ofiarą z maślanej lampki, aby udobruchać bóstwa.
Szlak Meri Puensum i widoki na góry: Jeśli wielodniowy trekking nie wchodzi w Twój plan, Haa oferuje satysfakcjonujące jednodniowe wędrówki. Jednym z polecanych szlaków jest Meri Puensum Trek, nazwany na cześć „Gór Trzech Braci”, które czuwają nad doliną Haa. W tradycji Haa te trzy szczyty górskie (Meri oznacza górę, a Puensum oznacza troje rodzeństwa) są bóstwami opiekuńczymi. Wędrówka to pętla, którą można pokonać w ciągu długiego dnia, rozpoczynając w pobliżu wioski Paeso i wspinając się na grzbiet łączący trzy szczyty. Nie zdobędziesz samych szczytów (byłoby to wyczynem górskim wykraczającym poza trekking), ale dotrzesz do wysokiego punktu widokowego, gdzie wszystkie trzy masywy spotykają się w jednej linii, z rozciągającą się w dole doliną Haa i ośnieżonymi górami granicznymi na horyzoncie. To marzenie każdego fotografa w pogodny dzień. Szlak jest miejscami stromy, ale technicznie nietrudny; flagi modlitewne i być może odległe nawoływanie pasterza jaków to jedyne znaki rozpoznawcze w tej dziczy. Wybierając się na tę wyprawę, nie tylko będziesz mógł pochwalić się wyprawą w regiony, do których prawie nikt z obcokrajowców się nie zapuszcza, ale także odczujesz surową wspaniałość krajobrazów Bhutanu z dala od utartych szlaków.
Ukryte gompy na szczytach wzgórz: W Haa nawet miejsca kultu religijnego wymagają przygody, aby dotrzeć. Na szczytach wzgórz i zboczach klifów wokół doliny rozsiane są liczne gompy (klasztory lub świątynie), z których każda ma swoją historię. Jedną z godnych uwagi jest Takchu Gompa, położona na wzgórzu nad miasteczkiem Haa. Została odbudowana po trzęsieniu ziemi w 2009 roku, więc sam budynek jest stosunkowo nowy, ale zajmuje starożytne święte miejsce poświęcone bóstwu opiekuńczemu Haa. Do Takchu można dotrzeć pieszo lub na rowerze, jadąc nieutwardzoną drogą z Dumcho. Inną jest Dana Dinkha Gompa, która znajduje się w punkcie widokowym, oferującym 360-stopniowy widok na obszary Yamthang i Damthang. Mówi się, że jest to jedna z najstarszych gomp w Haa. Mieszkają tam dwie mniszki, a jeśli je odwiedzisz, możesz usłyszeć ich śpiewy niesione na wietrze. Dana Dinkha stanowi również punkt startowy wyprawy nad jezioro Tahlela. Tymczasem w sercu miasta Haa, za szpitalem, leży wioska Kachu, w której znajdują się dwie małe świątynie: Kachu Lhakhang i Juneydra Gompa. Juneydra to w szczególności klejnot dla nieustraszonych – dosłownie przylega do klifu, wtulona w sosny i niemal zakamuflowana przez naturę, z wyjątkiem białych ścian. Miejscowi czczą ją, ponieważ podobno w jej wnętrzu znajduje się skała z odciskiem stopy Guru Rinpocze (świętego, który według legendy poleciał do Tygrysiego Gniazda). Wizyta w Juneydrze przypomina odkrywanie tajemnicy – nie ma tu drogi, więc trzeba iść ścieżką pod górę przez około godzinę. Często świątynię otwiera dozorca z okolicy, który może oprowadzić po jej mrocznym wnętrzu oświetlonym maślanymi lampkami. Kiedy zdejmujesz buty i wchodzisz do tej cichej świątyni, ogarnia cię pokora na myśl, że ta mała pustelnia od stuleci jest miejscem medytacji, praktycznie nieznanym światu zewnętrznemu.
Noclegi i kąpiele w gorących kamieniach: Haa z rozwagą przyjęła turystykę opartą na społeczności lokalnej. Kilka lokalnych rodzin otworzyło swoje domy dla gości, a pobyt u nich to punkt kulminacyjny każdej wizyty w Haa. Zakwaterowanie jest proste (można spodziewać się skromnego, ale czystego pokoju, być może z materacem na podłodze i wspólną łazienką), ale doświadczenie jest bogate. Możesz nauczyć się gotować Ema Datshi (słynną bhutańską zupę z chili i serem) w kuchni lub dołączyć do gospodarzy w rozpalaniu rano małego ołtarza kadzidłem. Wieczorem spróbuj Dotsho – gorącej kąpieli kamiennej – którą wiele gospód oferuje za niewielką opłatą. Rozgrzewają oni kamienie rzeczne w ogniu, aż się rozżarzą, a następnie wrzucają je do drewnianej balii wypełnionej zimną wodą zmieszaną z pachnącymi ziołami, takimi jak bylica. Gdy kamienie skwierczą, woda się nagrzewa i uwalnia relaksujące olejki z ziół. Kąpiel w tej wannie, być może w małej łaźni lub szopie obok głównego domu, z widokiem na gwiazdy lub sylwetki gór, jest niezwykle kojąca dla ciała i umysłu. Łatwo sobie wyobrazić, że w tak spokojnym miejscu jak Haa, nawet woda ma właściwości lecznicze. Po kąpieli prawdopodobnie zjesz obfity, domowy obiad i posiedzisz przy kominku, delektując się lokalnymi potrawami ara. Wyjeżdżając z domu w Haa, spodziewaj się nowych przyjaciół, a nie tylko wspomnień.
Dolina Haa jest przykładem niekonwencjonalnego doświadczenia podróżowania do Bhutanu: na tyle przystępna, by włączyć ją do podróży, a jednocześnie na tyle odległa, by poczuć się jak odkrywca. Niezależnie od tego, czy szukasz przygód na świeżym powietrzu, zanurzenia się w kulturze, czy duchowego spokoju, ta „ukryta dolina ryżu” oferuje po trochu wszystkiego – a jednocześnie pozostaje autentycznie oryginalna.
Dolina Phobjikha za żurawiami
Jeśli w Bhutanie jest miejsce, które uosabia cichą, tajemniczą atmosferę, to może to być Dolina Phobjikha. Położona na zachodnim zboczu Gór Czarnych w centralnym Bhutanie, Phobjikha (zwana również Doliną Gangtey) to szeroka, polodowcowa dolina w kształcie misy, pozbawiona miast – jedynie kilka skupisk wiejskich domów, lasy karłowatych bambusów i centralna równina bagienna, która sprawia wrażenie doliny zagubionej w czasie. Jest stosunkowo dobrze znana z jednego powodu: żurawi czarnoszyich. Te eleganckie, zagrożone wyginięciem ptaki migrują z Wyżyny Tybetańskiej do Phobjikha każdej zimy, co czyni dolinę obowiązkowym punktem zwiedzania dla obserwatorów ptaków i miłośników przyrody. Jednak poza sezonem żurawi i głównym klasztorem większość wycieczek nie zatrzymuje się tam na dłużej. Niekonwencjonalne podejście do Phobjikha odkryje warstwy natury i kultury, których nie da się uchwycić podczas krótkiego postoju.
Żurawie czarnoszyje: mistyczne przybycie: Co roku pod koniec października lub na początku listopada około 300 żurawi czarnoszyich wznosi się nad Phobjikhę, szybując w dół, by znaleźć nocleg na bagnach doliny. Pozostają tam do lutego, po czym odlatują z powrotem na północ. Miejscowi uważają te ptaki za święte – manifestacje świętości – a ich przylot witany jest z radością. Co roku 11 listopada na dziedzińcu klasztoru Gangtey odbywa się Festiwal Żurawi Czarnoszyich. Uczniowie noszą duże ptasie maski, a pieśni ku czci tych dostojnych gości są śpiewane. Odwiedzając klasztor w czasie festiwalu, można podziwiać wzruszający pokaz połączenia ochrony przyrody z kulturą: festiwal edukuje mieszkańców wsi i turystów o ochronie żurawi, a jednocześnie wszyscy z przyjemnością oglądają występy. Poza festiwalem obserwacja żurawi jest doświadczeniem spokojnego i pełnego szacunku. O świcie lub zmierzchu można udać się do jednego z wyznaczonych punktów widokowych na skraju bagien (takich jak punkt obserwacyjny z teleskopami lub po prostu cicha ścieżka) i obserwować ptaki. Mierzą prawie 1,3 metra wysokości, śnieżnobiałe ciała, kruczoczarne szyje i końcówki skrzydeł oraz wyrazistą czerwoną koronę. Można usłyszeć ich trąbiące odgłosy niosące się echem w rześkim powietrzu. Obserwowanie stada tych żurawi żerujących lub lecących w formacji na tle złocistych trzcinowisk i zabudowań to magiczny widok. Czujesz się jak w filmie przyrodniczym, z tą różnicą, że jesteś tam, otulony tym samym zimnym, zimowym wiatrem co ptaki. Podróżni powinni pamiętać: nie podchodź zbyt blisko ani nie hałasuj – żurawie są płochliwe i łatwo je spłoszyć. Szanowanie ich przestrzeni jest częścią etykiety doliny.
Klasztor Gangtey – Strażnik Doliny: Na zalesionym wzgórzu, po zachodniej stronie doliny, znajduje się Gangtey Goemba (klasztor), jeden z najważniejszych klasztorów Bhutanu i z pewnością jeden z najpiękniejszych. Ten XVII-wieczny kompleks góruje nad całą Phobjikhą, jakby ją chronił. W przeciwieństwie do wielu klasztorów położonych na klifach, do Gangtey można dojechać drogą, jednak panuje w nim atmosfera odosobnienia. Mieszka i studiuje tu około 100 mnichów, w tym nowicjuszy. Główna świątynia została niedawno odrestaurowana i lśni misterną stolarką oraz złotymi iglicami. Wkraczając do jej jaskiniowego wnętrza, odwiedzający witani są widokiem gigantycznego posągu Buddy oraz dziesiątkami starożytnych tantrycznych malowideł buddyjskich zdobiących filary i ściany. Jeśli przyjedziesz po południu, możesz zobaczyć mnichów podczas ich codziennych modlitw: rzędy postaci w bordowych szatach intonują głębokie, dźwięczne mantry, od czasu do czasu przerywane dźwiękiem długich tybetańskich rogów i brzękiem talerzy. To słuchowe zanurzenie w duchowym świecie Bhutanu. Z dziedzińca roztacza się wspaniały widok na dno doliny, a także można dostrzec mozaikę pól i ciemne skrawki lasu, gdzie czasem gnieżdżą się żurawie. Aby przeżyć bardziej niekonwencjonalne doświadczenie, poproś przewodnika o pozwolenie na nocleg w prostych kwaterach gościnnych klasztoru lub w pobliskiej, prowadzonej przez klasztor pensjonacie. Dzięki temu będziesz mógł być świadkiem porannych modlitw i spacerować po klasztorze po odejściu turystów, być może nawiązując rozmowę z mnichami o ich codziennym życiu lub znaczeniu konkretnej figury. Klasztor Gangtey nie jest tylko atrakcją turystyczną – to aktywny ośrodek wiary. Spędzając tu niespieszny czas, można poczuć symbiozę między życiem duchowym klasztoru a naturalnym życiem doliny poniżej.
Szlaki przyrodnicze i spacery po wsi: Phobjikha oferuje kilka spokojnych wędrówek, które z pewnością przypadną do gustu każdemu miłośnikowi przyrody. Popularny, dwugodzinny szlak przyrodniczy Gangtey Nature Trail, który można znaleźć w wielu trasach, rozpoczyna się w pobliżu klasztoru i schodzi przez sosnowe gaje w dolinę, mijając małe wioski i gospodarstwa. Pokonuje się bagienne tereny po drewnianych pomostach, spaceruje po spokojnych łąkach, a kończy w pobliżu miejsc noclegowych żurawi. Chociaż szlak nazywany jest „ścieżką przyrodniczą” i rzeczywiście można podziwiać krajobrazy, można go przekształcić w spacer kulturowy, robiąc niewielkie objazdy do wiosek Beta lub Phozhikha, które znajdują się na trasie. Zaglądanie na tradycyjne podwórka wiejskich domów lub obserwowanie rolników dojących krowy może dodać kontekstu naturalnemu pięknu. Poza sezonem żurawi (np. latem) dolina jest równie piękna – dywany dzikich kwiatów i szmaragdowe bagna zastępują obecność żurawi. W rzeczywistości lato i jesień przynoszą okazję do zobaczenia innych dzikich zwierząt, takich jak jelenie mundżaki czy różne ptaki drapieżne krążące nad głowami. Dla bardziej odważnych rozważ półdniową wędrówkę poza zwykłym szlakiem: jest ścieżka w górę wschodniej strony doliny w góry, która prowadzi do Khewang Lhakhang, małej świątyni w wiosce, gdzie czas się zatrzymał. Możesz też spróbować szlaku, którym lokalne dzieci chodzą do szkoły, wijącego się od wioski Kilkhorthang w dół do centralnej doliny, oferującego urocze spotkania (możesz dosłownie iść z uczniami w mundurkach, którzy chętnie ćwiczą swoje angielskie „hello”). Chodzi o to, aby nie spieszyć się przez Phobjikha. Spędź tu co najmniej dwie noce, jeśli to możliwe. Da ci to czas na poranny spacer, gdy utrzymuje się mgła, popołudniową wędrówkę w innym świetle i wieczorny spacer pod kocem gwiazd (Phobjikha ma minimalne oświetlenie elektryczne, więc nocne niebo jest wspaniałe w bezchmurne noce).
Centrum i społeczność żurawia czarnoszyjego: Jedną z niewielkich placówek wartych odwiedzenia jest Centrum Informacji o Żurawiach Czarnoszyich w pobliżu głównego bagna. Prowadzone przez lokalną organizację ochrony przyrody, oferuje wystawy dotyczące cyklu życia żurawi i znaczenia mokradeł Phobjikha. Czasami można tam obejrzeć transmisje z teleskopów, a nawet monitoringu CCTV na gnieździe żurawia (nieinwazyjne, z dystansu). Co ciekawsze, można tu zapytać, czy trwają jakieś programy edukacyjne lub inicjatywy społeczne. Mieszkańcy doliny są zainteresowani ochroną żurawi, a w szkołach prowadzone są programy edukacyjne dla dzieci na temat ochrony przyrody. Jako podróżnik okazjonalny, zainteresowanie tymi działaniami może prowadzić do znaczących interakcji – na przykład rozmowy z personelem centrum o tym, jak godzą turystykę z ochroną żurawi, a nawet dołączenia do lokalnej nauczycielki na wycieczkę z obserwacją ptaków, jeśli harmonogramy się zgrają. Życie płynie tu spokojnie: późnym popołudniem można zobaczyć mnichów i osoby świeckie okrążające małą stupę w pobliżu centrum, z różańcami w dłoniach, chłonąc ciszę.
Pobyt w domach wiejskich i butikowych domkach: Noclegi w Phobjikha kiedyś były bardzo ograniczone, ale teraz jest ich wiele. Aby pozostać niekonwencjonalnym, wybierz jeden z noclegów u rodzin lub pensjonatów na farmie zamiast luksusowych hoteli (choć te też są urocze). Pobyt na farmie oznacza posiłki przy kuchennym palenisku z lokalną rodziną, próbowanie potraw ze świeżego masła i sera z jaka (produkty mleczne z Phobjikha są doskonałe) i ewentualnie pomoc w wieczornych obowiązkach, takich jak zaprowadzanie jaków lub krów do obór. Jeśli komfort jest ważny, istnieje również kilka eko-domków zbudowanych w tradycyjnym stylu, które kładą nacisk na interakcję z lokalną społecznością – na przykład posiadłości, w których organizowane są prywatne pokazy kulturalne mieszkańców wioski lub przejażdżki konne po dolinie. Takie pobyty bezpośrednio przyczyniają się do gospodarki doliny i zachęcają społeczność do dostrzegania wartości w zachowaniu swojego stylu życia dla przyszłych pokoleń.
Phobjikha często pozostawia głęboki ślad na podróżnikach, którzy się tam zapuszczają. To miejsce, gdzie można zwolnić tempo i kontemplować, poczuć rytm natury i wiejskiego życia. Zimą mieszkańcy doliny dzielą swój dom z żurawiami; latem z pasącym się bydłem i dzikami. Pośród tego wszystkiego, na wzgórzu wznosi się wspaniały klasztor, którego modlitwy zapewniają ochronę wszystkim istotom żyjącym poniżej. Poza oczywistym pięknem, Phobjikha uczy niekonwencjonalnego podróżnika harmonii – między ludźmi a dziką przyrodą, oddaniem a codzienną pracą oraz porami roku na Ziemi. Nic dziwnego, że niektórzy turyści nazywają tę dolinę jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek odwiedzili.
Nieodkryte doliny centralnego Bhutanu
Dolina Tang – mistyczne serce Bhutanu
Region Bumthang w centralnym Bhutanie obejmuje cztery główne doliny (Chokhor, Tang, Ura i Chhume), z których Tang jest najbardziej odległa i mistyczna. Chociaż większość wycieczek okrąża Dżakar (główne miasto w dolinie Chokhor w Bumthangu) i może zajrzeć do Ura, często omijają Tang ze względu na dodatkowy przejazd boczną drogą. Dla niekonwencjonalnego podróżnika Dolina Tang to obowiązkowy punkt programu: znajdują się tam święte miejsca związane z największymi świętymi Bhutanu, panuje tam zachowany wiejski styl życia i panuje aura starożytnej magii.
Kraj Kwitnącej Wiśni: Tang jest często nazywany „doliną tertonów”, ponieważ jest miejscem narodzin tertona Pemę Lingpy, słynnego bhutańskiego „odkrywcy skarbów”. W wierzeniach Bhutanu tertonowie to oświecone istoty, które ujawniają duchowe skarby (teksty lub relikwie) ukryte przez wcześniejszych guru. Pema Lingpa, urodzony pod koniec XV wieku w wiosce w Tang, jest czczony jako taka postać – bhutański odpowiednik świętego. Wjeżdżając do Tang (około 30 km od głównej drogi za Jakar), odczuwa się warstwy legendy. Każda skała i jezioro zdają się mieć historię. Na przykład w wiosce Ngang Lhakhang (Świątynia Łabędzia) lokalna legenda głosi, że lama miał wizję, jak zbudować świątynię, na podstawie snu o lądującym tam łabędziu. Dalej, wskazywana jest skalna wychodnia jako miejsce, w którym medytował Pema Lingpa. Dla tych, którzy interesują się duchowym dziedzictwem Bhutanu, pobyt w okresie Tang jest jak chodzenie po tej samej ziemi, po której stąpał Pema Lingpa, którego potomkami są rodzina królewska Bhutanu i wiele szlachetnych linii.
Membartsho (Płonące Jezioro): Prawdopodobnie najsłynniejszym miejscem w Tang, oddalonym o krótki spacer od drogi, jest Membartsho, co tłumaczy się jako „Płonące Jezioro”. Nie jest to jezioro w konwencjonalnym sensie, lecz raczej rozszerzenie rzeki Tang Chhu, płynącej przez wąwóz. Według legendy Pema Lingpa zanurkował do tego zbiornika wodnego z lampką maślaną w dłoni, wynurzając się chwilę później z ukrytą skrzynią ze skarbami i wciąż cudownie zapaloną lampką – dowodząc w ten sposób swojej duchowej mocy. Dziś miejsce to jest miejscem pielgrzymek. Ludzie zapalają lampki maślane i puszczają je na wodzie lub wciskają w nisze skalne jako ofiary. Kolorowe flagi modlitewne zdobią strumyk, a atmosfera jest gęsta od czci. Do brzegu rzeki można dojść krótką ścieżką; należy zachować ostrożność, ponieważ skały mogą być śliskie. Zaglądając w ciemnozielone głębiny Membartsho, łatwo poczuć zachwyt. Miejscowa wiara głosi, że jezioro jest bezdenne i łączy się ze światem duchów. Nawet jeśli ktoś nie jest duchownym, naturalne piękno tego miejsca – paprocie, mech i powiewające flagi modlitewne – jest kojące. Można tu spędzić godzinę w kontemplacji, wyobrażając sobie scenę sprzed wieków, gdy pewien mistyk wydobył światło z ciemności.
Muzeum Pałacu Ugyen Chholing: Dalej w głąb Tang, na końcu drogi, leży Ugyen Chholing, arystokratyczna rezydencja przekształcona w muzeum, położona na wzgórzu nad wiejskimi terenami Tang. Dotarcie tam to sama przygoda – droga prowadzi przez most wiszący i stromą, polną drogą. Pałac to majestatyczny kompleks dziedzińców, galerii i centralnej wieży, pierwotnie rezydencji szlacheckiej rodziny wywodzącej się od Pem Lingpy. Doceniając wartość historyczną, rodzina przekształciła go w muzeum prezentujące życie w feudalnym Bhutanie. Wędrując przez słabo oświetlone pomieszczenia, można zobaczyć wystawy starożytnej broni, naczyń kuchennych, tkanin i modlitewników, z których każdy opowiada historię życia bhutańskich władców i ich dworzan w przeszłości. Opiekun może zademonstrować, jak mielili zboże lub zaproponować degustację lokalnych przekąsek gryczanych. W jednym z pomieszczeń znajdują się artefakty religijne i kopie tekstów, nawiązujące do skarbów odnalezionych przez Pemę Lingpę. Z dachu roztacza się imponujący widok na mozaikę pól gryki i skupisk domów wiejskich w Dolinie Tang, za którymi wznoszą się lasy sosnowe. Obecność Ugyen Chholing w tak odległym miejscu podkreśla historyczne znaczenie dynastii Tang; nie była ona zaściankiem, lecz kolebką kultury i arystokracji. Jeśli to możliwe, warto spędzić noc w prostym pensjonacie w pobliżu muzeum. Pensjonat jest prowadzony przez posiadłość i pozwala doświadczyć głębokiej ciszy doliny po zmroku, z jasnymi gwiazdami nad głową i być może odległym echem dzwonka jaka.
Życie w wiosce w dolinie Tang: Tang nie ma miasta jako takiego – jedynie wioski takie jak Kesphu, Gamling i Mesithang, rozsiane wzdłuż tarasowych pól. Duża wysokość (około 2800–3000 m n.p.m. na dnie doliny) oznacza chłodny klimat i tylko jeden zbiór w roku. Podstawowym zbożem nie jest tu ryż, lecz gryka i jęczmień, co znajduje odzwierciedlenie w lokalnej diecie: powszechne są makarony gryczane (puta) i naleśniki (khuley). Odwiedzając dom wiejski, można zobaczyć tradycyjne drewniane krosna, na których kobiety tkają wełniane tkaniny z yathra (choć pobliska dolina Chhume słynie bardziej z tkactwa yathra, część tej kultury przenika do Tang). Spędzanie czasu w wioskach może wiązać się z obserwowaniem mężczyzn rąbiących drewno na opał lub budujących płot – Tangowie znani są z krzepkości i samowystarczalności – lub dołączeniem do miejscowych w młynie wodnym, gdzie mielą grykę na mąkę. Ponieważ turystów jest stosunkowo niewielu, mieszkańcy wioski Tang często okazują szczere zainteresowanie, gdy się pojawisz – dzieci wyglądają z okien, a starsi kiwają głowami i mówią „Kuzuzangpo la” (cześć). To okazja do przećwiczenia kilku zwrotów w języku dzongkha lub lokalnym dialekcie bumthangkha, co niezmiernie ich cieszy.
Jednym z unikalnych aspektów kulturowych jest tu wciąż kultywowany kult linii Pema Lingpy. W wielu domach w dynastii Tang znajduje się niewielka kapliczka z wizerunkami lub relikwiami związanymi ze świętym. Jeśli Twój przewodnik ma znajomości, możesz nawet spotkać bezpośredniego potomka Pemę Lingpy – w okolicy wciąż żyją duchowni i osoby świeckie, które niosą ze sobą to dziedzictwo. Mogą oni opowiadać historie rodzinne przeplatane mitami. Połączenie codziennego życia na wsi z głębokim duchowym znaczeniem nadaje dynastii Tang niemal nieziemski urok.
Lokalne legendy i ukryte wędrówki: Oprócz Membartsho, Tang jest usiany innymi, mniej znanymi miejscami kultu. Kunzangdrak i Thowadrak to pustelnie klifowe wysoko nad doliną, gdzie podobno medytował Pema Lingpa. Wymagają one żmudnych, kilkugodzinnych wędrówek, ale jeśli jesteś zapalonym trekkerem i dysponujesz dodatkowym dniem, wejście na jedną z nich będzie niezwykle satysfakcjonujące. Prawdopodobnie będziesz jedynym odwiedzającym, powitanym być może przez samotnego mnicha lub mniszkę-opiekunkę. Wysokość (znacznie powyżej 3000 m n.p.m.) i odosobnienie na tej wysokości ułatwiają zrozumienie, dlaczego takie miejsca są uważane za sprzyjające medytacji – cisza jest absolutna, przerywana jedynie wiatrem lub odległym grzmotem. Sama wędrówka prowadzi przez zaczarowane lasy – porośnięte porostami i tętniące życiem ptaków. W drodze powrotnej możesz zawrócić, mijając obóz pasterzy jaków, jeśli jest lato, lub po prostu zjeść lunch na malowniczym grzbiecie.
Społeczność i ochrona środowiska: Tang oferuje również wgląd w ewolucję wiejskiego Bhutanu. Niektóre inicjatywy w dolinie koncentrują się na zrównoważonym leśnictwie i rolnictwie, często wspierane przez bhutańskie organizacje pozarządowe, a nawet międzynarodowych badaczy. Zainteresowani mogą dowiedzieć się, jak społeczności zarządzają swoimi pastwiskami, aby zapobiec ich nadmiernej eksploatacji, lub jak dolina dostosowuje się do nowoczesnej edukacji (w Tang znajduje się mała szkoła, do której w ciągu tygodnia uczęszczają dzieci z odległych wiosek). Bycie niekonwencjonalnym czasami oznacza angażowanie się w te oddolne aspekty. Być może Twoja wizyta zbiegnie się z lokalnym corocznym tshechu (festiwalem) w świątyni takiej jak Kizom (której niewielu zwiedza). Możesz też zostać zaproszony do rozegrania rundy tradycyjnego łucznictwa – mieszkańcy wioski Tang, jak wszyscy Bhutańczycy, uwielbiają ten sport i często mają strzelnicę łuczniczą na polu. Nie zdziw się, jeśli ktoś rzuci Ci przyjacielskie wyzwanie i będziesz próbował wystrzelić strzałę z odległości 100 metrów do odległego celu, podczas gdy koledzy z drużyny będą śpiewać i żartować w dobrym humorze. Tego typu drobne interakcje w odludnej dolinie mogą być równie satysfakcjonujące, jak oglądanie słynnego zabytku.
Podsumowując, Dolina Tang to miejsce, które odżywia duszę podróżnika. To miejsce, w którym historia, wiara i wiejskie życie splatają się ze sobą w spójny sposób. Powietrze wydaje się nieco rzadsze, ale jednocześnie świeższe, a krajobraz nieco surowszy niż w bujnych dolinach zachodniego Bhutanu – mimo to wielu z nich mówi, że Tang był punktem kulminacyjnym ich podróży, poruszony nieuchwytnym poczuciem więzi z duchowym sercem Bhutanu. Opuszczając Tang, możesz przyłapać się na szepcie obietnicy powrotu, ponieważ legendy i ciche uśmiechy tej doliny mocno zapadają w pamięć.
Dolina Ura – najwyższa osada
Ura, położona na wysokości ponad 3100 metrów n.p.m., jest jedną z najwyżej położonych i najbardziej malowniczych wiosek w dolinie Bhutanu. Emanuje eterycznym urokiem, niczym miejsce zatrzymane w czasie. Położona w regionie Bumthang w środkowym Bhutanie, Ura jest często opisywana jako osada, w której „czas się zatrzymał”. Chociaż główna autostrada wschód-zachód przebiega w pobliżu Ury, tylko ułamek podróżnych decyduje się na krótki objazd boczną drogą do serca doliny. Ci, którzy to zrobią, zostaną nagrodzeni brukowanymi uliczkami, domami w stylu średniowiecznym i atmosferą, która przypomina europejskie Alpy, a jednocześnie ma wyraźnie bhutański charakter.
Wioska i jej kamienne ścieżki: Pierwszą rzeczą, na którą zwraca się uwagę w Urze, jest schludność wioski. W przeciwieństwie do wielu luźno rozrzuconych bhutańskich osiedli wiejskich, Ura jest stosunkowo skupiona. Tradycyjne dwupiętrowe domy, bielone wapnem i zdobione ozdobnymi drewnianymi ramami okiennymi, stoją blisko siebie wzdłuż sieci brukowanych ścieżek. Mówi się, że w przeszłości mieszkańcy Ury układali bruk, aby chronić przed błotem i kurzem, nadając wiosce niepowtarzalny wygląd. Spacer tymi ścieżkami to prawdziwa przyjemność – mija się pod łukami suszącej się kukurydzy i obserwuje się życie na wsi: biegające kury, starsze kobiety w tradycyjnych strojach kira niosące wiązki drewna na opał, a może nawet niemowlę owinięte w pieluszki na plecach matki, wykonującej codzienne obowiązki. Przywitaj mieszkańców wsi słowem „Kuzuzangpo” (cześć) i uśmiechem, a prawdopodobnie zareagują ciepło. Stosunkowo zwarta natura Ura sprawia, że można ją łatwo zwiedzić pieszo w godzinę lub dwie, zaglądając na teren lokalnej szkoły podstawowej lub zwracając uwagę na młynki modlitewne napędzane wodą przy strumieniu. Jest tu bezpiecznie, spokojnie i kameralnie – to miejsce, gdzie wszyscy się znają i prawdopodobnie wszyscy łączą rodzinne więzi.
Ura Lhakhang (Świątynia Ura): Nad wioską góruje Ura Lhakhang, duża świątynia wspólnotowa, która stoi na wzniesieniu na skraju wioski. Świątynia ta poświęcona jest Guru Rinpocze i lokalnym bóstwom opiekuńczym. Jej architektura jest klasyczna w stylu Bumthangu – solidna i kwadratowa, z wewnętrznym dziedzińcem. Wewnątrz znajduje się główny posąg Guru Rinpocze (Padmasambhawy) w jego gniewnej postaci, otoczony przez pogodnych Buddów. Ściany świątyni pokryte są żywymi malowidłami ściennymi przedstawiającymi buddyjską kosmologię i lokalnych świętych. Jeśli mnich-opiekun otworzy dla ciebie sanktuarium, możesz zobaczyć starożytne relikwie lub przedmioty rytualne w użyciu. Ale być może najbardziej fascynującym aspektem Ura Lhakhang jest to, jak zmienia się podczas festiwalu Ura Yakchoe, zazwyczaj odbywającego się wiosną (około kwietnia lub maja). Festiwal ten jest unikalny dla Ura i został nazwany na cześć świętej relikwii, posągu jaka, który jest wystawiany na widok publiczny, aby błogosławić uczestników. Podczas Yakchoe mieszkańcy wioski zakładają swoje najjaśniejsze stroje i gromadzą się tu na kilka dni tańców i modlitw. Podczas jednego z tańców zamaskowani artyści odgrywają historię o tym, jak dakini (duch nieba) przyniosła Urze święty kielich. Atmosfera przeplata się z radością i szacunkiem; dzieci biegają dookoła, starsi mamroczą mantry na paciorkach modlitewnych, a cała wioska jednoczy się jak jedna wielka rodzina. Będąc jednym z niewielu obecnych obcokrajowców, często stajesz się mile widzianą ciekawostką – miejscowi mogą zaoferować ci ara (wino ryżowe) lub domowe przekąski, zachwyceni, że dołączyłeś do ich świętowania. Ura Lhakhang jest warta odwiedzenia nawet poza okresem świąt; opiekun może opowiedzieć ci historię jego powstania i wskazać mural przedstawiający Guru Rinpocze pokonującego lokalnego demona.
Shingkhar – pasterska przystań: Niedaleko od Ury, nieco dalej drogą i lekko zbocząc z głównej ścieżki, znajduje się Shingkhar, maleńka osada często uważana za część szerszej społeczności Ura. Shingkhar to w zasadzie szeroka łąka otoczona łagodnymi wzgórzami, z małą świątynią (Shingkhar Dechenling), która według legendy została założona przez Longchenpę, wielkiego tybetańskiego mistrza, który odwiedził Bhutan. Tym, co czyni Shingkhar wyjątkowym, jest jego spokój. Jaki i owce pasą się leniwie na pastwisku przypominającym płaskowyż. Flagi modlitewne powiewają na szczytach wzgórz. Mówi się, że nazwa Shingkhar, oznaczająca „drewnianą chatę”, pochodzi od pierwotnego domu zbudowanego przez duchownego, który żył tam jako pustelnik. Bardzo niewielu turystów się tu zapuszcza, chociaż jesienią Shingkhar organizuje lokalne wydarzenie Shingkhar Rabney, znane z archaicznych tańców ludowych i rytuałów wspólnotowych. Odwiedzający Shingkhar może natknąć się na nowicjuszy ze świątyni, którzy debatują nad pismami na świeżym powietrzu, lub rolników ścinających siano sierpami, układających je w równe stożkowate stosy. Tempo życia wyznaczane jest przez słońce i pory roku. Wizyta w Shingkhar może być doświadczeniem medytacyjnym; nawet bez formalnych zajęć, samo siedzenie przy świątyni lub spacer do punktu widokowego, z którego widać całą trawiastą równinę w dole, może przynieść poczucie spokoju. Czyste powietrze, przesycone zapachem sosen i dymu drzewnego, oraz absolutna cisza (z wyjątkiem sporadycznych śpiewów ptaków lub odległych dzwonków krów) sprawiają, że jest to idealne miejsce na refleksję lub piknikowy lunch.
Gościnność lokalna: Mieszkańcy Ura słyną w Bhutanie z pogodnych i prostolinijnych ludzi. Niektóre małe firmy zaczęły przyjmować gości – można znaleźć farmę oferującą nocleg lub przynajmniej ciepły posiłek. Jeśli jesz w Urze, koniecznie spróbuj tego, co jest sezonowe: może grzybów zebranych w okolicznych lasach lub ziemniaków z pola (ziemniaki z Bumthang słyną ze swojego smaku) oraz produktów mlecznych, takich jak świeży jogurt i masło, z których słynie ten region. Komunikacja może być niewielkim wyzwaniem, ponieważ starsi ludzie słabo znają angielski, ale uśmiech i język migowy zdziałają cuda. Dzieci często znają trochę angielski ze szkoły i chętnie ćwiczą z tobą, popisując się recytacją ludowej opowieści lub zadając pytania o twój kraj ojczysty. Te drobne interakcje w odległej dolinie mogą być równie satysfakcjonujące, jak wizyta w słynnej świątyni – dają wgląd w to, jak szczęśliwe i samowystarczalne może być życie na bhutańskiej wsi.
Wędrówki i widoki: Dla tych, którzy chcą rozprostować nogi, Ura stanowi dobrą bazę wypadową na jednodniowe wędrówki. Jedną z polecanych krótkich tras jest wędrówka z Ury do punktu widokowego przy drodze do Thrumsing La (wysokiej przełęczy za Urą). Z tego punktu widokowego roztacza się rozległa panorama doliny Ura, położonej wśród łagodnych wzgórz, a wioska wygląda jak maleńka gromadka w zielonej misie. Wiosną wzgórza wokół Ury rozkwitają rododendronami w kolorach czerwonym, różowym i białym – spektakl, jeśli trafi się na odpowiedni moment (kwiecień/maj). Inna wędrówka może poprowadzić starymi szlakami w kierunku doliny poniżej Ury (Ura leży nad dnem większej doliny, którą przecina autostrada wschód-zachód). Szlaki te prowadzą przez mieszane lasy iglaste i rododendronowe, gdzie można zobaczyć ślady dzikich zwierząt – być może odciski kopyt serowa himalajskiego (antylopa kozia) lub usłyszeć nawoływania bażantów monal. Spotkanie z dużymi drapieżnikami jest rzadkie, ale niedźwiedzie brunatne wędrują po lasach Bumthangu (głównie nocą). Twój przewodnik zazwyczaj zadba o to, abyś trzymał się bezpiecznych tras i ewentualnie hałasował, aby odstraszyć jakieś stworzenia. Zimą śnieg może oszronić dachy domów w Urze i okoliczne pola – jeśli jesteś fotografem, uchwycenie skupiska domów w Urze z dymem unoszącym się z kominów na tle ośnieżonych szczytów będzie urzekające.
Wysokość Ura oznacza, że w nocy może być zimno; jeśli się tu zatrzymasz, możesz spodziewać się przytulnego łóżka ogrzanego grubymi kocami i ciszy nocy, przerywanej jedynie szczekaniem psów na wędrujące dzikie zwierzęta lub sporadycznym trzepotem flag modlitewnych. A gdy nadejdzie poranek, a pierwsze promienie słońca oświetlą pola i świątynię Ura, możesz poczuć się, jakbyś obudził się w Bhutanie sprzed stu lat. Poczucie ciągłości – że życie w Ura dzisiaj nie różni się drastycznie od życia sprzed pokoleń – jest namacalne. Dla każdego podróżnika poszukującego autentyczności i oderwania się od codzienności, Ura zapewnia to w niezwykle delikatny, urzekający sposób.
Tajne browary i starożytne świątynie Bumthangu
Region Bumthang, obejmujący liczne doliny, jest często nazywany duchowym sercem Bhutanu. Znajdują się tam jedne z najstarszych świątyń w kraju i jest kolebką wielu tradycji religijnych. Choć Dżakar (główne miasto w dolinie Chokhor w Bumthang) i kilka świątyń, takich jak Jambay Lhakhang i Kurjey Lhakhang, znajdują się w standardowych planach podróży, istnieją głębsze warstwy do odkrycia, w tym unikalne lokalne produkty, takie jak piwo i ser, oraz mniej znane świątynie, które kryją w sobie klucz do historii Bhutanu.
Jambay Lhakhang – Święty Płomień i Tańce Północy: Jambay Lhakhang to jedna ze 108 świątyń, które rzekomo zostały cudownie założone przez tybetańskiego króla Songtsena Gampo w VII wieku (w tym samym legendarnym dniu, co Kyichu Lhakhang w Paro i inne w Himalajach). To skromna, starożytna budowla otoczona bielonym murem i młynkami modlitewnymi. Wejście do Jambay Lhakhang może przypominać wejście do kapsuły czasu; wnętrze jest przyćmione, często oświetlone jedynie maślanymi lampkami, a posągi i ikony w czcigodny sposób ukazują swój wiek. Centralną postacią jest Maitreja (Budda Przyszłości). Jedną z niezwykłych cech jest mały, wieczny płomień w świątyni, podsycany świętym olejem, który, jak się uważa, płonie od wieków jako symbol światła dharmy. Ale tym, co naprawdę wyróżnia Jambay, jest coroczny festiwal, Jambay Lhakhang Drup, odbywający się późną jesienią (zazwyczaj w październiku lub listopadzie). Podczas tego festiwalu odbywa się Tercham, czyli „taniec nagości”, jeden z najbardziej ezoterycznych rytuałów w kulturze Bhutanu. W środku nocy, wokół ogniska na dziedzińcu świątyni, grupa tancerzy występuje w maskach. Taniec jest zarówno rytuałem płodności, jak i inwokacją do bóstw błogosławiących region; przez długi czas nie wolno było go oglądać osobom z zewnątrz, ale ostatnio turystom pozwolono na to okazjonalnie (z zachowaniem surowych zasad dobrego wychowania i zakazem fotografowania). Nawet jeśli nie weźmiesz udziału w tym tańcu o północy, festiwal odbywający się w ciągu dnia tętni życiem, a znaczenie Jambay w tym czasie podkreśla jego status żywej świątyni, a nie tylko relikwii. Dla niekonwencjonalnego podróżnika, zaplanowanie wizyty w okolicach festiwalu Jambay Lhakhang może być punktem kulminacyjnym, ale nawet odwiedzając go w spokojny dzień, można wyczuć pokłady nabożeństwa przesiąknięte jego starożytnymi belkami i kamieniami.
Kompleks Kurjey Lhakhang: Niedaleko Jambay, za wiszącą kładką i łagodnym zboczem, leży Kurjey Lhakhang, kolejne z potężnych miejsc Bumthangu. Kurjey to w rzeczywistości kompleks trzech świątyń, zbudowanych w różnych okresach, sąsiadujących ze sobą. W najstarszej świątyni znajduje się jaskinia, w której Guru Rinpocze medytował w VIII wieku i pozostawił tam swój ślad (stąd nazwa Kurjey, oznaczająca „ślad ciała”). Widok tego odcisku na skale, odzianego w jedwabie i ledwo oświetlonego w ciemności najgłębszego sanktuarium, to mrożące krew w żyłach przeżycie zarówno dla bhutańskich pielgrzymów, jak i zagranicznych turystów. To miejsce, w którym, jak głosi tradycja, ujarzmiono demony, a nasiona buddyzmu zakorzeniły się w Bhutanie. Na zewnątrz, wzdłuż klifu, wznosi się 108 czortenów (stup), a wysokie cyprysy – rzekomo wyrosłe z laski Guru Rinpoczego – zapewniają cień. To spokojne miejsce na chwilę relaksu. Jeśli wybierzesz się tam wcześnie rano, możesz zobaczyć miejscowe kobiety obchodzące (kora) świątynię z różańcem w dłoniach lub mnichów odprawiających codzienne czytanie. Widok z Kurjey, na rzekę Bumthang i pola, jest malowniczy i często usiany pasącymi się krowami. Aby doświadczyć czegoś bardziej niekonwencjonalnego, można poprosić o zejście na brzeg rzeki poniżej świątyni, gdzie znajduje się mała jaskinia medytacyjna i bulgoczące źródło, rzadko odwiedzane przez turystów – miejscowi wierzą, że woda źródlana jest błogosławiona dla zdrowia.
Tamshing Lhakhang – Dom Skarbów: Po drugiej stronie rzeki od Kurdżej, do którego można dojechać krótkim samochodem lub pieszo przez pola uprawne, stoi Tamshing Lhakhang. Założony w 1501 roku przez tertona Pemę Lingpę (tego samego świętego z Doliny Tang), Tamshing jest wyjątkowy, ponieważ był prywatnym klasztorem jego autorstwa, a nie zleceniem królewskim. Pozostaje jedną z ważnych szkół monastycznych sekty Njingma. Malowidła ścienne wewnątrz Tamshing należą do najstarszych w Bhutanie, przedstawiając niezliczone posągi Buddów i kosmiczne mandale. Są wyblakłe i miejscami odpryskiwane, ale oryginalne, a historycy sztuki cenią je jako okno na dawną estetykę Bhutanu. Jednym z osobliwych artefaktów w Tamshing jest kolczuga wisząca przy wejściu, rzekomo wykonana przez samego Pemę Lingpę. Pielgrzymi próbują zarzucić ją na plecy i trzykrotnie okrążyć wewnętrzne sanktuarium świątyni; uważa się, że oczyszcza to z grzechów. Kolczuga jest bardzo ciężka (około 20 kilogramów), więc stanowi zarówno wyzwanie fizyczne, jak i duchowe! Jeśli spróbujesz jej pod oszołomionym okiem miejscowego mnicha, z pewnością zyskasz historię do opowiedzenia. W Tamshing odbywa się również festiwal jesienią, podczas którego odbywają się tańce w maskach, w tym niektóre poświęcone spuściźnie Pema Lingpy. Jako mniejszy klasztor, niefinansowany przez rząd, Tamshing ma bardziej surową atmosferę, ale to dodaje mu autentyczności. Czasami można zobaczyć mnichów zajętych codziennymi obowiązkami, takimi jak mielenie chili czy noszenie wody – przypomina to, że życie monastyczne to także wspólna praca i nauka, a nie tylko ceremonie.
Piwo i ser Bumthanga: Bumthang w ostatnich latach stał się nietypowym centrum raczkującej sceny rzemieślniczego piwa i sera w Bhutanie, głównie dzięki szwajcarskim wpływom. W latach 60. XX wieku szwajcarski dżentelmen o nazwisku Fritz Maurer osiedlił się w Bumthang i wprowadził szwajcarskie techniki produkcji sera i warzenia. Browar Red Panda w Dżakar produkuje orzeźwiające, niefiltrowane piwo pszeniczne (weissbier), które zyskało niemal kultowy status wśród turystów. Wizyta w ich browarze (który jest dość mały) lub przynajmniej skosztowanie butelki piwa Red Panda w lokalnej kawiarni to obowiązkowy punkt programu dla miłośników piwa. Picie piwa w stylu europejskim w Himalajach, warzonego z himalajskiej wody źródlanej, jest czymś wyjątkowym. Podobnie, w zakładzie serowarskim i mleczarskim Bumthang można spróbować lokalnych serów Gouda i Emmental – dziedzictwa szwajcarskiego projektu. Mogą oni oferować krótkie wycieczki lub przynajmniej sprzedaż w małym punkcie sprzedaży. Degustacja sera Bumthang w połączeniu z lokalnymi krakersami gryczanymi lub bhutańskim miodem to pyszna przekąska i zaskakujące odkrycie na wiejskich terenach Bhutanu. Działa tu również nowszy minibrowar Bumthang Brewery, produkujący piwa typu ale i cydry z lokalnych jabłek – jeśli jest otwarty dla zwiedzających, można spróbować ich wyrobów w rustykalnej, barowej atmosferze. Nie przegap też historii stojącej za tym piwem: na etykiecie widnieje panda czerwona (zagrożony wyginięciem ssak) i przypomina, że część zysków jest przeznaczana na ochronę przyrody, łącząc przyjemność z pożytecznym działaniem.
Lokalne destylarnie i napoje ziołowe: Poza piwem, Bumthang słynie z mocnych trunków. Destylarnia Bumthang (część Army Welfare Project) w Dżakar produkuje słynną brandy o nazwie K5 oraz whisky, taką jak Misty Peak – choć wycieczki nie są regularnie organizowane, można znaleźć ich produkty w lokalnych sklepach. Bardziej nietypową cechą jest powszechność domowych destylatów owocowych. Prawie każdy dom w Bumthang ma alembik arra; brandy jabłkowe lub śliwkowe z Bumthang mogą być gładkie i aromatyczne. Jeśli zatrzymasz się u rodziny goszczącej, prawdopodobnie dziadek wyciągnie bambusowy dzban ara, aby się nim podzielić. Sącz powoli – jest mocny! W Dolinie Tang serwowany jest wyjątkowy trunek. „Singchhang”, fermentowany napój jęczmienny podawany w dużym drewnianym pojemniku z bambusową słomką – trochę jak tybetańskie tongba. Dzielenie się ciepłym garnkiem singchhangu z miejscowymi w chłodny wieczór Bumthangu, być może w towarzystwie suszonego mięsa jaka i pikantnej salsy ezay (chili), to niekonwencjonalne doświadczenie kulinarne, które od razu buduje poczucie wspólnoty.
Wędrówka kulturalna i wioski Bumthang: Osoby z zamiłowaniem do trekkingu, ale nie mające siły ani czasu na wysokie góry, mogą rozważyć wyprawę Bumthang Owl Trek lub inne krótkie wędrówki kulturowe, które krążą wokół dolin z przystankami w wioskach. Na przykład, 3-dniowa wędrówka może połączyć wioski w dolinach Chokhor i Tang, oferując widoki na cały region Bumthang i przechodząc przez lasy znane z nocnych pohukiwań sów (stąd nazwa). Biwakujesz w pobliżu klasztorów, takich jak Tharpaling (słynący z medytacji Longchenpy) lub na łąkach nad Ura, oferując unikalne punkty widokowe o wschodzie słońca. Po drodze możesz spędzić noc w namiocie w pobliżu domu wiejskiego i obudzić się, aby dołączyć do rodziny na dojenie krów, po czym kontynuować wędrówkę. Jest to nietypowa trasa, ponieważ większość wycieczek prowadzi między głównymi miejscami Bumthang, podczas gdy Ty dosłownie wędrujesz ścieżkami, które łączą te duchowe punkty – tak jak mnisi i mieszkańcy wsi robili to przez wieki. Inną spokojną trasą jest szlak Ngang Lhakhang, czyli całonocna pętla z Jakar do Ngang i z powrotem, z przystankiem w małej świątyni w wiosce Ngang i możliwością obejrzenia lokalnego rytuału, jeśli trafi się na odpowiedni moment. Te wędrówki łączą ćwiczenia z poznawaniem kultury i mogą być dostosowane do poziomu sprawności fizycznej.
Bumthang łączy stare z nowym w nieoczekiwany sposób – gdzie indziej można znaleźć wielowiekowe świątynie i szwajcarski ser, nocne tańce nago i kraftowe piwo, a wszystko to w jednej dolinie? Niekonwencjonalny podróżnik rozkoszuje się tymi zestawieniami. Zbaczając z głównej drogi – czy to do browaru, czy na zbocze wzgórza do ukrytej kaplicy – można poczuć pełnię smaku Bumthang. To miejsce zaprasza nie tylko do podziwiania, ale do powolnego delektowania się nim, czy to przy spienionym kuflu, religijnym olśnieniu, czy przyjacielskiej pogawędce przy kominku. Jak wznoszą toast mieszkańcy Bumthang, „Wstawaj, Delek!” – za Twoje szczęście i możliwość doświadczenia ich doliny w całej jej bogatej, wielowarstwowej okazałości.
Wschodni Bhutan – ostateczna granica
Wschodni Bhutan jest często nazywany „ostatnią granicą” bhutańskiej turystyki, ponieważ nawet lata po otwarciu Bhutanu na świat, region ten odwiedza zaledwie garstka turystów. Jest bardziej oddalony, mniej rozwinięty pod względem turystycznym i kulturowo odmienny. Dla tych, którzy chcą się tu zapuścić, Wschodni Bhutan oferuje surowy i autentyczny wgląd w życie Bhutanu, a także ciepły subtropikalny klimat na południu i wysokogórskie społeczności na północnym wschodzie. Przyjrzyjmy się, jak tam dotrzeć i poznajmy kilka jego najbardziej fascynujących obszarów.
Dotarcie do Wschodniego Bhutanu: Trasy i logistyka
Podróż do wschodniego Bhutanu wymaga nieco więcej planowania niż na utarty szlak na zachód. Sama podróż może być jednak prawdziwą atrakcją, ponieważ prowadzi przez jedne z najbardziej malowniczych dróg Bhutanu.
Drogą lądową z Indii przez Samdrup Jongkhar: Jednym ze sposobów dotarcia na wschód jest wjazd do Samdrup Jongkhar, przygranicznego miasta łączącego z indyjskim stanem Assam. To południowo-wschodnia brama Bhutanu. Jeśli polecisz do Guwahati (największego miasta w północno-wschodnich Indiach), do granicy w Samdrup Jongkhar dotrzesz w około 3-4 godziny. Przekroczenie granicy to fascynujące doświadczenie, ponieważ otoczenie zmienia się niemal natychmiast; tętniące życiem równiny Indii ustępują miejsca spokojniejszemu bhutańskiemu miastu o charakterystycznej architekturze i atmosferze. Samdrup Jongkhar nie jest turystyczny – to miasto robotnicze z nutą pogranicza. Zobaczysz indyjskich i bhutańskich handlarzy, mieszankę języków, a może i małpy wędrujące po obrzeżach. Po dotarciu do Bhutanu rozpoczyna się podróż w górę: droga z Samdrup Jongkhar do Trashigang (głównego miasta wschodniego Bhutanu) to epicka podróż, często pokonywana w ciągu dwóch dni, aby móc cieszyć się przystankami. Pierwszego dnia wspinaczka zaczyna się niemal na poziomie morza i sięga ponad 2000 m n.p.m., mijając po drodze podnóża Parku Narodowego Royal Manas porośnięte gęstą dżunglą (czasami słonie przechodzą przez drogę, należy zachować ostrożność!). Nocleg często spędza się w miejscowościach położonych w połowie drogi, takich jak Deothang lub Mongar (Mongar jest w rzeczywistości dalej, za Trashigang, ale jeśli się odpowiednio pospieszy, można tam dotrzeć). Zazwyczaj jednak ludzie zatrzymują się w Trashigang po półtora dnia jazdy.
Droga boczna (autostrada Cross-Bhutan): Główna arteria wschód-zachód, często nazywana po prostu Drogą Boczną, łączy Phuentsholing na południowym zachodzie z Trashigang na wschodzie. Za Bumthangiem droga ta przebiega przez przełęcz Thrumshing La (~3780 m n.p.m.) – jedną z najwyższych w Bhutanie i wyznaczającą granicę między regionem centralnym a wschodnim. Ten odcinek jest prawdopodobnie najbardziej malowniczy i przerażający. Thrumshing La może być spowita chmurami i mgłą, z mchowymi lasami, które wydają się pierwotne. Zstępując z niej, wije się przez klify i wodospady (droga w niektórych miejscach jest wyrzeźbiona w niemal pionowych klifach; jeden wodospad dosłownie mży na autostradę o pewnych porach roku). Ten odcinek jest częścią regionu Yongkola, słynącego wśród obserwatorów ptaków z rzadkich gatunków żyjących w bujnych lasach liściastych. W końcu dociera się do Mongar (miasta na wzgórzu, w którym znajduje się dzong, będący nowszą reprodukcją starszego, który spłonął w pożarze), a następnie dalej do Trashigang. Przejazd z Bumthang do Trashigang zajmuje zazwyczaj dwa długie dni, ale jeśli dysponujesz dobrym pojazdem i nie boisz się krętych dróg, to możesz przeżyć niesamowitą przygodę, podczas której za każdym zakrętem będziesz mógł podziwiać zapierające dech w piersiach widoki.
Dlaczego niewielu turystów zapuszcza się na wschód: Powodów jest wiele: historycznie obowiązkowe pakiety wycieczek miały ustalone trasy skupiające się na zachodnich atrakcjach; infrastruktura (jak luksusowe hotele lub wiele restauracji) jest uboższa na wschodzie; odległości podróży są znaczne (myśl o dwóch lub trzech pełnych dniach w samochodzie odstrasza niektórych); i być może przekonanie, że wschód nie ma sztandarowej „atrakcji” takiej jak Tygrysie Gniazdo. Ale to są właśnie powody, dla których niekonwencjonalny podróżnik by tam pojechał. Jest nieznany pod względem tłumów turystów. Masz satysfakcję z zobaczenia innej strony Bhutanu — na przykład wschodnie miasta mają bardziej swobodną atmosferę regionalnego targu, z towarami takimi jak suszone ryby, domowe kadzidła lub pastylki fermentowanego sera na sprzedaż, obsługując bardziej miejscowych niż turystów. Mieszkańcy wschodu są znani z tego, że są serdeczni i skromni, szybko się śmieją i sprawiają, że gość czuje się jak w domu.
Ograniczone, ale rozwijające się obiekty: W miasteczku Trashigang jest kilka prostych hoteli i jeden lub dwa przyzwoite, oferujące podstawowe udogodnienia. Podobnie jest w Mongar. W mniejszych miasteczkach na wschodzie (Lhuentse, Kanglung, Orong itp.) możesz zatrzymać się w domu wiejskim lub pensjonacie rządowym. Wszystko to da się ogarnąć, mając odrobinę elastyczności – wyobraź sobie to jako pobyt w wiejskich zajazdach. Pobyt w klasztorze jest bardzo prosty: w pokoju gościnnym lub wspólnej sali na podłodze leży cienki materac, a posiłki to proste dania wegetariańskie, spożywane z mnichami. Jakość noclegów w domach prywatnych jest różna – niektóre dysponują odpowiednim pokojem gościnnym, inne mogą sprzątać kwatery rodzinne. Zawsze masz prywatność do spania i dostęp do toalety (często jest to toaleta kucana w wychodku). Ciepła woda może pochodzić z wiadra podgrzewanego nad ogniem. W kilku nietypowych miejscach istnieją teraz eko-domki – na przykład kilka w Bumthang i Haa – łączące rustykalny urok z nowoczesnym komfortem (prysznice ogrzewane energią słoneczną, ogrzewanie piecem opalanym drewnem). Jeśli biwakujesz podczas wędrówek lub festiwali, organizator wycieczki zapewnia namioty i sprzęt; zapytaj, czy mają śpiwory na zimne dni, idealne na duże wysokości. Noce w górach bywają mroźne, więc odpowiedni sprzęt jest kluczem do komfortu.
Łączność i zasilanie: Po opuszczeniu ośrodków miejskich zachodniego Bhutanu, internet i sygnał komórkowy mogą być przerywane. Odłączenie się od sieci w odległych wioskach to prawdziwa przyjemność, ale należy poinformować rodzinę, że przez pewien czas można być offline. Zakup lokalnej karty SIM (B-Mobile lub TashiCell) w Thimphu może okazać się pomocny; zasięg jest zaskakująco dobry nawet w mniejszych miejscowościach, choć w głębokich dolinach lub wysokich górach może wystąpić brak dostępu do sieci. Prąd dotarł do większości wiosek, ale przerwy w dostawie prądu się zdarzają. Zabierz ze sobą powerbank do telefonu oraz latarkę lub czołówkę (nocleg w domach prywatnych lub na kempingach jest ograniczony). Zimą, jeśli działa wiele grzejników, występują problemy z dostawą prądu – przygotuj się na możliwe przerwy w dostawie prądu i używaj ciepłej kuchenki lub odzieży warstwowej zamiast polegać wyłącznie na ogrzewaniu elektrycznym.
Zdrowie i bezpieczeństwo: Podróże w odległe rejony oznaczają dbanie o zdrowie. Wysokość: jeśli zmierzasz powyżej 3000 m n.p.m. (np. Sakteng lub część Lhuentse), zaaklimatyzuj się, nie ścigając się do najwyższego punktu. Spędź noc w mieście położonym na umiarkowanej wysokości (np. Mongar na wysokości 1600 m n.p.m. lub Trashigang ~1100 m n.p.m.), a następnie prześpij się w wyżej położonych wioskach. Dbaj o nawodnienie i unikaj nadmiernego wysiłku pierwszego dnia na wysokości. Zabierz ze sobą Diamox lub ibuprofen, jeśli wiesz, że jesteś wrażliwy na chorobę wysokościową (skonsultuj się z lekarzem). Liczba placówek medycznych we wschodnim/północnym Bhutanie jest ograniczona – każdy dystrykt ma podstawowy szpital, ale poważne przypadki wymagają ewakuacji do Thimphu lub Indii. Twój przewodnik i kierowca często mają dostęp do podstawowej pomocy medycznej, ale zabierz ze sobą leki (i antybiotyk o szerokim spektrum działania, na wszelki wypadek). Ubezpieczenie podróżne obejmujące ewakuację w nagłych wypadkach jest zdecydowanie zalecane w przypadku podróży w odległe rejony. Nie martw się jednak zbytnio: Bhutan jest generalnie bardzo bezpieczny pod względem przestępczości (prawie żadnej), a Twój przewodnik zajmie się logistyką, jeśli zachorujesz (sieć wsparcia turystycznego jest pomocna). Na drobne dolegliwości termos z herbatą imbirową i świeże powietrze wyleczą większość dolegliwości!
Zezwolenia i ograniczony dostęp: Wschodni Bhutan był historycznie bardziej otwarty niż niektóre północne obszary przygraniczne – nie potrzebujesz specjalnych zezwoleń, aby wędrować po Trashigangu i Mongar, standardowe zezwolenie na trasę je wymienia. Jeśli jednak zamierzasz udać się do Merak i Sakteng (bliźniaczych wiosek Brokpa) lub Meri La na granicy z Indiami, Twój organizator musi uzyskać zezwolenie, ponieważ znajdują się one na terenie Rezerwatu Przyrody Sakteng. Podobnie, podróż trasą daleko na północ z Lhuentse do Singye Dzong (ważnego miejsca pielgrzymkowego) wymaga specjalnego zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ze względu na bliskość Tybetu. Nie są one nie do pokonania; wystarczy upewnić się, że Twój organizator uwzględnił je w Twoim pierwotnym wniosku wizowym lub złożył wniosek osobno. Często otrzymasz dokument, który musisz mieć przy sobie, a przewodnik zajmie się tym. Pamiętaj również, że granica Samdrup Jongkhar jest zamykana w nocy i w niektóre bhutańskie święta – zaplanuj przeprawę w ciągu dnia.
Przygotowując się na dodatkowe wyzwania logistyczne i decydując się na dłuższe podróże, przekonasz się, że Wschodni Bhutan jest wart swojej ceny. Nagradza doświadczeniami, które wydają się prawdziwie pionierskie – popijając herbatę z plemiennym starszym w bambusowej chacie lub stojąc na wietrznej górskiej przełęczy, gdzie nie ma żywej duszy. Dzika granica nie wydaje się taka dzika, gdy wszędzie witają cię szczere uśmiechy i oferowana gościnność. Zamienia się w podróż odkrywczą, która, jak wielu odkrywa, całkowicie zmienia sposób, w jaki postrzegasz Bhutan.
Merak i Sakteng – terytorium Brokpy
W dalekim północno-wschodnim zakątku Bhutanu, ukryte w surowych górach, niedaleko granicy z indyjskim stanem Arunachal Pradesh, leżą bliźniacze górskie społeczności Merak i Sakteng. Wizyta w tych wioskach to jak wejście do innego świata – świata zamieszkanego przez lud Brokpa, półkoczowniczą społeczność pasterską, która zachowała styl życia i kulturę odmienną od głównego nurtu społeczeństwa bhutańskiego. Merak i Sakteng, otwarte dla turystów dopiero niedawno (po uzyskaniu specjalnych zezwoleń), oferują rzadką okazję zobaczenia dziewiczej kultury koczowniczej i wysokogórskich ekosystemów Bhutanu.
Jak się tam dostać: Getting to Merak and Sakteng is an adventure in itself. From Trashigang town, you typically drive (or drive as far as feasible and then ride a horse) to a road-head village called Chaling (or sometimes to Phudung, if road conditions allow), and then you proceed on foot (or horseback) for a multi-day trek. The trek to Merak usually takes a day of hiking (~15 km, 5–7 hours), and from Merak to Sakteng another day or two (another ~18 km). Alternatively, local 4×4 transport may sometimes reach Merak seasonally via a rough track, but generally, trekking is the mode – which is part of the experience. As you ascend into Merak (~3,500m elevation), you’ll likely encounter Brokpa herders on the trail – recognizable by their attire (more on that below). Porters or pack animals will carry your gear, and you camp or stay in simple homestays (recently introduced basic guesthouses exist in both Merak and Sakteng now). The hike itself is beautiful: thick forests give way to rhododendron shrublands and then wide open yak pastures. It’s common to see huge birds of prey (Himalayan griffons) circling overhead in these pristine lands. Reaching Merak by evening, the cluster of stone houses with thatch or corrugated roofs feels like something out of a time warp, smoke gently rising from each home’s hearth, and yaks milling in nearby pens.
Charakterystyczna kultura i ubiór Brokpa: Ludzie Brokpa żyją w tych wysokich dolinach od wieków, w dużej mierze samowystarczalni. Jedną z pierwszych rzeczy, które zauważysz, jest ich unikalny ubiór. Kobiety i mężczyźni Brokpa noszą długie, ciemnoczerwone wełniane tuniki przewiązane paskiem, często ze wzorzystymi kurtkami lub rękawami. Mężczyźni często noszą grube buty i długi kij. Kobiety ozdabiają się dużą ilością biżuterii – wielorzędowymi naszyjnikami z korali i turkusów, a także ciężkimi srebrnymi kolczykami. Ale znakiem rozpoznawczym jest kapelusz Brokpa. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety noszą stożkowate kapelusze wykonane z plecionego bambusa i pokryte czarną sierścią jaka, z pięcioma frędzlami, które zwisają – przypominając nieco mały odwrócony koszyk z frędzlami. Te frędzle, jak się mówi, pomagają odprowadzać wodę deszczową z dala od twarzy i szyi, działając jak rynny. Kapelusze są efektowne i niepodobne do żadnych innych w Bhutanie (ani w Himalajach w ogóle). Ludzie z plemienia Layap noszą nieco podobne kapelusze, ale czapki Brokpa mają szersze, bardziej zwisające frędzle. Brokpa noszą również grubo tkane torby na ramię na codzienne potrzeby i często trzymają za pasem krótki sztylet (przydatny do wszystkiego, od przecinania liny po krojenie sera). Kulturowo praktykują mieszankę tradycji animistycznych i buddyjskich. W Merak i Sakteng można zobaczyć mendhangi (kamienne ołtarze), gdzie przebłagają górskie bóstwa ofiarami, takimi jak piwo lub mięso. Obchodzą wyjątkowe święta, takie jak Meralapbi (błogosławieństwo ognia) zimą. Jeśli wyrazisz zainteresowanie, lokalny lama może zademonstrować rytuał Brokpa z okazji zbiorów lub uzdrowienia (pod warunkiem, że odbywa się to z prawdziwym szacunkiem, a nie jako pokaz dla turystów).
Życie w wiosce Merak: Merak, niższa z dwóch wiosek, położona na wysokości około 3500 m n.p.m., jest wietrzna i otwarta. Domy zbudowane są z kamienia, aby wytrzymać silne zimowe wiatry, i często skupione w grupach. Centralnym punktem jest sala wspólnotowa/świątynia, gdzie mieszkańcy wioski gromadzą się na spotkania i modlitwy. Jest tam również szkoła podstawowa, która jest doskonałym miejscem do spotkań z dziećmi; dzieci Brokpa mogą być nieśmiałe, ale ciekawe świata, a kilka angielskich zwrotów lub podzielenie się zdjęciami z domu może wywołać chichot. Życie kręci się wokół jaków i owiec. Rano usłyszysz szorstkie nawoływania jaków, gdy rodziny je doją lub wypędzają na pastwisko. Jaki są dla Brokpa liną ratunkową – dostarczają mleka (z którego powstają ser i masło), wełny (do tkania ubrań i koców) oraz transportu (jako zwierzęta juczne). Spacerując po Merak, możesz zostać zaproszony do domu Brokpa. W środku zazwyczaj pali się dymiący ogień (bez komina – dym wędzi mięso wiszące w krokwiach i konserwuje drewno). Gospodyni prawdopodobnie zaproponuje ci miskę herbaty z masłem lub może trochę marji (herbaty z mleka jaka, która może być jeszcze mocniejsza). Mogą również dać przekąskę z sera jaka lub suszonego mięsa baraniego. Te smaki mogą być intensywne; podgryzaj grzecznie, nawet jeśli to nabyty smak. Rozmowa będzie płynąć przez twojego przewodnika; tematy, które często lubią Brokpowie, to rozmowy o swoich jakach (ile mają itp.), o pogodzie (która dyktuje im życie) i pytania o twój daleki kraj z rozbawieniem i podziwem. Wieczory mogą być ożywione, jeśli jesteś tam w wyjątkowy dzień – mogą wykonać dla ciebie taniec Brokpa, obejmujący wiele śmiałych kroków i wysoki śpiew, często opowiadając o wyczynach ich na wpół legendarnego protoplastę, Drungbosa.
Wioska i sanktuarium Sakteng: Sakteng leży dzień marszu za Merak, na nieco niższej wysokości (~3000 m n.p.m.) w szerszej dolinie. Dojście do Sakteng jest oszałamiające – po przekroczeniu przełęczy Nakchung La (~4100 m n.p.m.) z panoramicznymi widokami, schodzi się przez lasy sosnowe do doliny przypominającej misę. Sakteng jest większy niż Merak i sprawia wrażenie bardziej „rozwiniętego” – ma centralną część z kilkoma sklepami (sprzedającymi podstawowe towary, a czasem tkane produkty z sierści jaka dla turystów), szkołą i biurem leśnictwa, ponieważ jest to centrum Rezerwatu Przyrody Sakteng. Choć wciąż oddalony, Sakteng ma wiejski pensjonat, a nawet centrum dla odwiedzających. Tutejsi Brokpowie podzielają tę samą kulturę, choć niektórzy twierdzą, że mieszkańcy Sakteng mają nieco lepszy kontakt ze światem zewnętrznym (ponieważ przez Sakteng przechodzi więcej urzędników). W Sakteng jedną z atrakcji dla miłośników przyrody jest bioróżnorodność Rezerwatu. Jeśli wstaniesz wcześnie, okoliczne lasy ożywią się śpiewem ptaków – przy odrobinie szczęścia możesz zobaczyć krwiste bażanty lub tragopany. Krążą plotki o yeti (zwanych w lokalnym dialekcie migoi) w tych okolicach; co więcej, kiedy powstało Sanktuarium Sakteng, wpisano migoi na listę gatunków chronionych, obok irbisów śnieżnych i pand rudych. Miejscowi będą się śmiać z yeti, ale też opowiadać historie o dziwnych śladach stóp lub odległym wyciu. Zachowaj otwarty umysł – kto wie, co kryje się w tych prastarych lasach?
Zanurzenie w życiu nomadów: Aby w pełni doświadczyć życia Brokpów, spędź czas z ich stadami. Jeśli odwiedzasz je wiosną lub latem, zapytaj, czy możesz towarzyszyć pasterzowi przez jeden dzień. Często rodziny wyprowadzają jaki na wyżej położone pastwiska oddalone o wiele godzin drogi. Możesz wybrać się z nimi na pieszą wędrówkę (lub przejechać na pewnym mule) na te letnie tereny. To pouczający dzień – dowiesz się, jak wołają każdego jaki po imieniu lub dźwięku dzwonka, jak chronią cielęta przed wilkami w nocy i jak decydują, kiedy przenieść się na nowe pastwisko (to decyzja rodziny, obserwującej wzrost trawy). Możesz urządzić piknik na zboczu wzgórza z serem i herbatą z masłem jaka, która smakuje tam lepiej niż gdziekolwiek indziej. Zimą wielu Brokpów przepędza swoje stada w niższe doliny (transhumancja) – dzięki temu w Merak i Sakteng może być ciszej, głównie z osobami starszymi i dziećmi, podczas gdy młodsi dorośli obozują gdzie indziej ze zwierzętami. Nawet wtedy możesz zaobserwować życie społeczności: zima to czas tkania i festiwali. Jeśli trafisz na okres Merak lub Sakteng tshechu, będziesz świadkiem tańców Brokpa, takich jak Ache Lhamo (taniec koczowniczej bogini), które nie są nigdzie indziej wykonywane.
Turystyka oparta na społeczności: Bhutan zachęca miejsca takie jak Merak-Sakteng do rozwoju turystyki przyjaznej. Nie oczekuj luksusowych udogodnień, ale prawdziwej gościnności. Wioskowe pensjonaty to czyste, drewniane domy z piecami kaflowymi. W nocy, bez zanieczyszczenia światłem, blask nieba zapiera dech w piersiach – wystarczy wyjść na zewnątrz, a poczujesz, że dotykasz Drogi Mlecznej. Brokpas mogą być początkowo powściągliwi, ale już drugiego lub trzeciego dnia stajesz się częścią doliny. Możesz dołączyć do kręgu mieszkańców wioski grających w korfball (lokalną grę) lub pomóc w mieszaniu serwatki podczas produkcji sera. Celem jest utrzymanie turystyki na niskim poziomie i opartej na partycypacji. Bądź uprzejmy i okazuj szacunek: pytaj ludzi, zanim zaczniesz ich fotografować (większość powie, że tak, ale wypada zapytać), ubieraj się skromnie (ich stroje są ładne, ale dobrze zakrywają, a ty powinieneś nosić przynajmniej długie rękawy/spodnie ze względu na konserwatywny charakter i chłodny klimat) i unikaj rozdawania słodyczy lub pieniędzy dzieciom (jeśli chcesz wesprzeć szkołę, możesz zamiast tego przekazać jej materiały edukacyjne za pośrednictwem nauczyciela).
Wyruszając z Sakteng lub Merak, prawdopodobnie poczujesz, że zostawiasz za sobą przyjaciół. Środowisko Brokpa – wysokie, rozrzedzone powietrze i rozległe horyzonty – w połączeniu z ich serdecznym podejściem do życia pozostawia głębokie wrażenie. Wielu podróżników zalicza dni spędzone w kraju Brokpa do najbardziej pamiętnych z całej podróży do Bhutanu. To prawdziwy ucieleśnienie „nieodkrytego Bhutanu w najlepszym wydaniu”, jak można by rzec – surowego, surowego i niezwykłego. To nie jest doświadczenie podane na tacy; zdobywasz je podróżując i otwierając się na styl życia zupełnie inny niż twój własny. Nagrodą jest połączenie kultur i czasu, które będziesz nosić w sobie długo po tym, jak obrazy stad jaków i górskich chmur przestaną się krystalizować.
Trashiyangtse – Stolica Tekstyliów
Podróżując dalej na wschód i nieco na północ, natrafimy na Trashiyangtse, spokojną dzielnicę znaną z tradycyjnego rzemiosła i naturalnego piękna. Często uważana za przedłużenie podróży kulturowej z Trashigang (głównego ośrodka wschodniego Bhutanu), Trashiyangtse oferuje wolniejsze tempo, przyjazną atmosferę małego miasteczka i możliwość poznania bhutańskiej sztuki z dala od turystycznego szlaku.
Czorten Kora – Stupa pielgrzymkowa: Symbolem Trashiyangtse jest Chorten Kora, duża biała stupa położona nad rzeką Kholong Chu, zbudowana w XVIII wieku. Jest ona uderzająco podobna do słynnej nepalskiej stupy Boudhanath, ponieważ została na niej wzorowana - w rzeczywistości Lama Ngawang Loday, który ją zbudował, rzekomo przywiózł pomiary z Nepalu. Chorten Kora zajmuje szczególne miejsce w lokalnym sercu i legendzie. Jedna z historii głosi, że Dakini (anielski duch w postaci młodej dziewczyny z sąsiedniego Arunachal Pradesh w Indiach) pochowała się w środku jako ofiara, aby ujarzmić złe duchy w regionie. Każdej wiosny mają tu miejsce dwa szczególne wydarzenia: jedno to lokalny festiwal Bhutanu Kora, podczas którego ludzie okrążają stupę tysiącami, dniem i nocą, w pierwszym miesiącu roku księżycowego; Drugi, kilka tygodni później, to mniejsza „Dakpa Kora”, kiedy ludzie Dakpa (plemiona z regionu Tawang w Arunachalu) przybywają, aby okrążyć stupę ku czci młodej dziewczyny z ich plemienia, która się poświęciła. Podczas tych wydarzeń, zazwyczaj cichy teren stupy zamienia się w wirującą mieszankę pielgrzymów w kolorowych strojach, religijnych tańców w maskach wykonywanych na dziedzińcu stupy oraz tętniącego życiem bazaru z jedzeniem i grami. Jeśli odwiedzasz Chorten Kora poza czasem festiwalu, panuje tam spokój – możesz być jedną z nielicznych osób spacerujących po okolicy. Jest tam pięknie o zmierzchu, z maślanymi lampkami migoczącymi w małych niszach i szumem pobliskiej rwącej rzeki. Dla niekonwencjonalnego urozmaicenia, możesz dołączyć do miejscowych w kora (spacerach okrążających stupę) o dowolnej porze – niektórzy starsi ludzie robią 108 okrążeń każdego ranka i chętnie dołączają do towarzystwa na jedno lub dwa okrążenia, dzieląc się lokalną wiedzą lub po prostu przyjacielskim „Kuzuzangpo la”.
Rezerwat przyrody Bumdeling: Tuż za miejscowością Trashiyangtse znajduje się rezerwat przyrody Bumdeling, raj dla ptaków i motyli, rozciągający się od subtropikalnych dolin aż po alpejskie szczyty graniczące z Tybetem. Bumdeling jest znany jako drugie miejsce zimowania żurawi czarnoszyich w Bhutanie (oprócz Phobjikha). Zimą kilkadziesiąt żurawi przebywa na bagnach Bumdeling w pobliżu granicy Jangcy z Arunachalem. Dotarcie do tego miejsca zajmuje kilka godzin marszu od końca drogi w pobliżu wioski Jangcy – to naprawdę nietypowa wycieczka. Nawet jeśli nie masz możliwości dotarcia do samego rezerwatu, siedziba rezerwatu w pobliżu Trashiyangtse może zorganizować lokalnego przewodnika, który zabierze Cię na obserwację ptaków wzdłuż rzeki, gdzie występuje wiele innych gatunków: orzeł afrykański, ibisdziób (wyjątkowy ptak brodzący, często widywany na brzegach rzeki) oraz różne kaczki. Kolejną atrakcją Bumdeling są motyle: wiosną i latem w dolnych partiach rezerwatu można podziwiać ich niesamowitą różnorodność. Jeśli okażesz zainteresowanie, strażnicy parku mogą poprowadzić Cię krótką leśną ścieżką, aby wypatrzyć rzadkie gatunki, takie jak Bhutanitis ludlowi (bhutańska chwała), fruwające wśród dzikich kwiatów. Rezerwat skrywa również odległe społeczności, takie jak Oongar i Sheri**, gdzie wytwarzane są tkaniny i wyroby z bambusa, bez śladu wpływu modernizacji. Dzień spędzony na zwiedzaniu wioski na obrzeżach rezerwatu – przejściu przez prostą kładkę z trzciny i wędrówce do osady – może nagrodzić Cię spotkaniem z tkaczami, którzy farbują przędzę w glinianych garnkach przed swoimi domami i uśmiechną się na widok Twojej ciekawości.
Shagzo – Sztuka toczenia drewna: Trashiyangtse słynie z tego, że jest centrum shagzo, tradycyjnej sztuki toczenia drewna. Mieszkańcy (szczególnie w mieście Jangcy i pobliskich wioskach, takich jak Rinshi) wytwarzają piękne drewniane misy, kubki i pojemniki z lokalnego drewna liściastego. Wizyta w filii Instytutu Zorig Chusum w Trashiyangtse (filii głównej szkoły artystycznej w Thimphu) daje możliwość zobaczenia uczniów uczących się tego rzemiosła. Używają oni tokarek napędzanych nogami: rzemieślnik naciska pedał, który obraca kawałek drewna, a następnie umiejętnie używa narzędzi, aby wyrzeźbić symetryczne kształty. Można z zapartym tchem obserwować, jak rzemieślnik przekuwa sękaty kawałek drewna klonowego lub orzechowego w gładki zestaw mis (często tworząc 2–3 zagnieżdżone misy z jednego kawałka). Mistrzowie rzemiosła nazywani są Shagzopa – a kilku z nich prowadzi małe rodzinne warsztaty w mieście. Jeśli się umawiasz, możesz nawet spróbować swoich sił na tokarce pod nadzorem (choć nie spodziewaj się, że uda ci się stworzyć coś porządnego od razu, to całkiem niezła umiejętność!). Te drewniane wyroby stanowią doskonałą pamiątkę, ponieważ są zarówno piękne, jak i funkcjonalne – phoby (kubki) i dapy (miski z pokrywkami) pokryte są lakierem drzewnym, bezpiecznym dla żywności. Kupując bezpośrednio od rzemieślnika w Trashiyangtse, masz pewność, że Twoje pieniądze będą wspierać jego utrzymanie.
Tradycyjna produkcja papieru (Desho): Innym kwitnącym tu rzemiosłem jest desho (papier czerpany). Tuż za miastem Trashiyangtse, niewielka papiernia wykorzystuje korę wawrzynka do produkcji papieru o fakturze, cenionego w malarstwie i kaligrafii. Wpadnij tam, a często zobaczysz proces: robotnicy gotują korę, tłuką ją tłuczkami i podnoszą ramy z kadzi, gdzie pulpa jest unosina na wodzie i suszona arkusz po arkuszu na słońcu. Zazwyczaj można spróbować „couchingu” (umieszczania pulpy na sicie) – to mokra i brudząca przyjemność. Rzemieślnicy z dumą pokażą gotowy papier, a może nawet dadzą wilgotny arkusz do zabrania (ale najpierw pozwól mu wyschnąć!). Kupno kilku rolek tego papieru lub zrobionych z niego dzienników to wspaniały sposób na zabranie do domu kawałka artystycznej tradycji Bhutanu. Ponadto Trashiyangtse słynie z Chorten Kora tsechu thangka – ogromnego gobelinu z aplikacjami, prezentowanego podczas festiwalu. Jeśli masz zacięcie artystyczne, popytaj: niektóre krawcowe, które tworzą aplikacje religijne, mogą pokazać, jak łączą jedwab i brokat, tworząc gigantyczne wizerunki Guru Rinpocze lub Khorlo Demczoga (Czakrasamwary). To niedoceniana umiejętność w tym mieście artystów.
Urocze miasta i wioski: Samo miasteczko Trashiyangtse jest niewielkie, to zaledwie jedna ulica wijąca się wzdłuż grzbietu, przy której znajduje się może dwadzieścia sklepów. Jest tam poczta, kilka sklepów wielobranżowych sprzedających wszystko, od kaloszy po przyprawy, oraz garść lokalnych restauracji, w których można kupić pyszne ema datshi (papryczki chili z serem) i shakam paa (suszoną wołowinę z rzodkiewką). Warto spędzić wczesny wieczór na spacerze po miasteczku: często chłopcy grają w carrom na otwartym placu, a policjant po służbie może zagadnąć, zaskoczony i zadowolony z obecności obcokrajowca w swoim rodzinnym mieście. Miejscowi emanują swobodą i ciepłem, które wielu uważa za ujmujące. Tuż za miastem kuszą wioski takie jak Rinchengang i Dongdi. Rinchengang (nie mylić z tym w Wangdue) to skupisko kamiennych domów słynących z produkcji najlepszych drewnianych misek. Jeśli tamtędy przejdziesz, możesz zobaczyć kogoś rzeźbiącego w drewnie lub dzieci grające w prowizoryczną grę w rzutki. Dongdi ma znaczenie historyczne – niegdyś była starożytną stolicą wschodniego Bhutanu. Obecnie na szczycie wzgórza pozostały jedynie ruiny Dongdi Dzong, ale zwiedzanie tego miejsca z przewodnikiem, który potrafi opowiedzieć jego historię, dodaje głębi (jest uważane za prekursora obecnego dzongu w Trashiyangtse). Droga na szczyt jest nieco zarośnięta, ale to prawdziwa eksploracja; na szczycie znajdują się rozpadające się mury porośnięte mchem i drzewami, a także widok na dolinę wart milion dolarów.
Spacery pośród natury i życie na farmie: Krótka przejażdżka z Trashiyangtse zaprowadzi Cię do wioski Bomdeling, na skraj kryjówki żurawi. Możesz tu wybrać się na spokojny spacer pośród natury – zimą, by w ciszy obserwować żurawie (lokalni mieszkańcy zbudowali kilka kryjówek), a latem, by podziwiać dzikie kwiaty i zbierać pędy paproci z mieszkańcami wioski. Rolnictwo jest tu nadal w dużej mierze ręczne – możesz natknąć się na rodzinę młócącą ryż pieszo lub na woły orzące. Nie uciekaj; jeśli okażesz zainteresowanie, ktoś pomacha Ci, żebyś dołączył lub chociaż zrobił zdjęcie. Dzong Trashiyangtse (centrum administracyjne) jest nowszy (wybudowany w latach 90. XX wieku w tradycyjnym stylu, gdy stary stał się niebezpieczny), ale wciąż malowniczy z czerwonymi dachami na tle zielonych wzgórz. Jeśli wejdziesz do środka, możesz spotkać młodych mnichów studiujących lub urzędników zajmujących się posługą cywilną. Nie odwiedza ich zbyt wielu gości, więc mogą z gościnności oprowadzić cię po biurach i pomieszczeniach sanktuariowych bez zaproszenia.
Piękno Trashiyangtse jest subtelne – nie krzyczy do ciebie strzelistymi posągami ani okazałymi fortecami. Zamiast tego zaprasza cię do zwolnienia tempa i dostrzeżenia cichych detali: rytmicznego stukotu dłuta tokarskiego, cierpliwego mieszania miazgi w kadzi papierowej, staruszki w kącie Chorten Kora kręcącej młynkiem modlitewnym, czy śmiechu dzieci szkolnych, wracających do domu podrygując ścieżkami wysadzanymi sosnami. Podróżując tu w niekonwencjonalny sposób, przyczyniasz się do podtrzymywania tych tradycji. Co więcej, możesz stać się, choćby na chwilę, częścią zżytej społeczności na końcu drogi. I uświadamiasz sobie, że bhutański „wschód od wschodu” kryje w sobie tyle samo szczęścia, co każda pozłacana świątynia – odnalezionego w zadowolonym życiu rzemieślników i rolników oraz w naturalnej harmonii, która ich otacza.
Lhuentse – pochodzenie rodziny królewskiej
Na dalekim północnym wschodzie Bhutanu leży Lhuentse (wym. „Loon-tsaj”), odległy region pełen historii i naturalnego piękna, a jednak często pomijany, ponieważ leży poza głównym szlakiem turystycznym. Dla niekonwencjonalnych podróżników Lhuentse oferuje malownicze krajobrazy, jedne z najwspanialszych tkanin w kraju oraz rodową siedzibę rodziny królewskiej Bhutanu, Wangchucków.
Wytrzymały i zdalny: Dotarcie do Lhuentse (czasami pisanego Lhuntse) wymaga objazdu na północ od Mongar wąską, krętą drogą, która przylega do porośniętych dżunglą zboczy i przecina strome wąwozy rzeczne. W miarę jak się kręcisz, doliny stają się głębsze, a góry bliżej. Lhuentse jest dość odizolowane; jeszcze kilkadziesiąt lat temu trzeba było tam iść pieszo z Bumthangu lub Trashigangu przez wiele dni. To odosobnienie zachowało wiele ze swojego naturalnego środowiska – gęste lasy sosnowe, tarasowe pola na stromych zboczach i krystalicznie czyste rzeki z niewielką liczbą mostów. Powietrze jest tu jeszcze bardziej dziewicze. Szybko przypominasz sobie też, jak słabo zaludniony może być Bhutan; możesz jechać godzinę, nie widząc nic więcej niż wioskę składającą się z dwóch lub trzech domów przyklejonych do zbocza wzgórza. To cudowne cichy.
Lhuentse Dzong: Na skalistym urwisku nad rzeką Kuriczu (Kuri) wznosi się Lhuentse Dzong, jedna z najbardziej malowniczych i historycznie ważnych fortec w Bhutanie. Czasami nazywana Kurtoe Dzong (Kurtoe to starożytna nazwa regionu), góruje nad doliną niczym strażnik. Odwiedzenie Lhuentse Dzong wymaga krótkiego podejścia z drogi, ale jest warte wysiłku. Jest mniejsza i odwiedza ją znacznie mniej turystów niż Punakha czy Paro Dzong, ale to część jej uroku. Jej centralna wieża i bielone ściany z czerwonymi, ochrowymi pasami majestatycznie górują nad zielonymi górami w tle. Wewnątrz mieszczą się zarówno biura administracyjne, jak i kwatery klasztorne. Główna świątynia poświęcona jest Guru Rinpocze i podobno przechowuje cenne artefakty (zazwyczaj niedostępne dla zwykłych zwiedzających). Jeśli trafisz tam w spokojniejszym czasie, możesz zobaczyć około 25 mnichów-rezydentów oddających się codziennym rytuałom lub mnichów-nowicjuszy debatujących na dziedzińcu o zmierzchu. Dzong został pierwotnie zbudowany w XVII wieku przez Trongsa penlop (gubernatora) i ma bogate powiązania z dynastią Wangchuck – dziadek pierwszego króla był tu niegdyś dzongponem (gubernatorem). Z murów obronnych roztacza się niezrównany widok na opadającą w dół rzekę Kurichu i tarasy ryżowe otaczające wzgórza. Ponieważ przyjeżdża tu niewielu obcokrajowców, możesz zostać potraktowany ze szczególną życzliwością: rezydujący Lam (główny mnich) może osobiście pobłogosławić cię świętą relikwią lub pokazać kaplicę, która zazwyczaj jest zamknięta. Taką hojność można zaobserwować w miejscu rzadziej odwiedzanym.
Królewski Dom Rodowy – Dungkar: Główną atrakcją Lhuentse jest maleńka wioska Dungkar, rodowa siedziba dynastii Wangchuck. Jest ona dość odległa – kolejne pół dnia jazdy (lub kilka godzin marszu) od dzongu na wyższe wzgórza Kurtoe. Dungkar leży w wysokiej dolinie usianej flagami modlitewnymi. Tam znajdziesz Dungkar Nagtshang, rodową rezydencję Wangchucków. To surowy, ale majestatyczny dom z kamienia i drewna, bardziej dworek niż pałac, położony na wzgórzu z imponującym widokiem. Dziadek trzeciego króla urodził się tutaj; to w zasadzie dom rodzinny, z którego narodziła się monarchia Bhutanu. Wizyta w Dungkar to dla Bhutańczyków swego rodzaju pielgrzymka – ale obcokrajowcy rzadko się tam udają ze względu na dodatkowy wysiłek. Jeśli się tam znajdziesz, powita cię opiekun na miejscu (prawdopodobnie krewny rodziny królewskiej, który sprawuje pieczę nad miejscem). W Nagtshang znajduje się sala-świątynia i pomieszczenia mieszkalne, zachowane niczym muzeum. Możesz zobaczyć stare meble, portrety członków rodziny królewskiej, a może nawet kołyskę, w której kołysano następcę tronu (o ile historia opowiedziana mi przez przewodnika była prawdziwa). Czujesz tu głębokie poczucie historii i skromnych początków – doceniasz, jak królowie Bhutanu pochodzili z tych odległych gór, co dało im wrodzone zrozumienie życia na wsi. Opiekun może nalać ci filiżanki lokalnej ary i podzielić się anegdotami z czasów, gdy Czwarty Król przybył tu jako młody następca tronu, aby oddać hołd swojemu rodowi. To poruszające w swojej prostocie. Podróż do Dungkar odsłania również dziewicze społeczności rolnicze – jaskrawozielone pola kukurydzy i prosa, rolników wciąż używających wołów do orki i dzieci, które entuzjastycznie machają (niektórzy mogli rzadko widzieć zagranicznego gościa). To zanurzenie się w Bhutanie, które przypomina XIX wiek.
Tkactwo tekstylne – Kushütara: Lhuentse słynie jako stolica tekstylna Bhutanu, szczególnie z tkania Kushütary, misternego wzoru jedwabnej kiry (kobiecej sukni), której wykonanie może zająć miesiące. Tkacze z wioski Khoma są szczególnie znani z tej sztuki. Khoma jest około godziny jazdy samochodem od Lhuentse Dzong (lub uroczy 2-3-godzinny spacer przez pola, jeśli masz czas). Wjeżdżając do Khoma, usłyszysz stukot krosien na długo zanim je zobaczysz. Prawie każdy dom ma zacienione miejsce z krosnami przed domem, gdzie kobiety siedzą cały dzień, pracując z żywych nici w brokatowe wzory. Spędź pół dnia w Khoma, aby naprawdę to docenić: obserwuj, jak zręczne palce tkaczki wiążą maleńkie jedwabne węzły rząd po rzędzie, tworząc motywy kwiatów, ptaków i symboli buddyjskich w jasnych pomarańczach, żółciach, zieleniach na tle bogatego kawowego brązu lub czarnego jedwabiu. Często zapraszają Cię, abyś usiadł przy nich; Mogą pozwolić ci spróbować raz przejechać wahadłowcem (wśród chichotów, jeśli się potknąłeś). Kushütara kira może kosztować ponad 700–1500 USD na rynku ze względu na pracochłonność. W Khoma możesz kupić bezpośrednio – niektóre mniejsze elementy, takie jak szaliki lub tradycyjne paski (kera), są bardziej przystępne cenowo i stanowią wspaniałe prezenty. Nie targuj się za bardzo; ceny odzwierciedlają prawdziwy wysiłek, a kupując, podtrzymujesz tradycję. Jeśli masz tłumacza (swojego przewodnika), zapytaj tkaczy o ich projekty – wiele z nich ma nazwy i pomyślne znaczenia. Mogą ci również pokazać naturalne materiały barwiące: nagietek na żółto, orzech włoski na brązowo, indygo na niebiesko itd. Jeśli czas pozwoli, możesz nawet dołączyć do prostej sesji farbowania lub pomóc prząść nić z surowych motków jedwabiu. Khoma jest przykładem żywego dziedzictwa – to nie jest pokaz dla turystów, to prawdziwe kobiety zarabiające na życie i podtrzymujące kulturę. Jeśli chcesz zgłębić temat bardziej szczegółowo, Twój przewodnik może zorganizować wizytę domową, podczas której tkacz nauczy Cię kilku kroków tkania niewielkiego wzoru na przenośnym krośnie tkackim, co pozwoli Ci poznać jego cierpliwość i umiejętności.
Miejsca duchowe – Kilung i Jangchubling: Pomimo odosobnienia, Lhuentse ma kilka czczonych klasztorów. Kilung Lhakhang, położony na grzbiecie wzgórza, jest historycznie związany ze słynnym patronem tego regionu. Jest skromny, ale mieści w sobie święty łańcuch – legenda głosi, że posąg Guru Rinpocze przyleciał z Lhuentse Dzong do Kilung i został przywiązany żelaznym łańcuchem, aby uniemożliwić mu powrót. Pielgrzymi przybywają, aby dotknąć tego łańcucha i otrzymać błogosławieństwo. Niedaleko znajduje się klasztor Jangchubling, założony w XVIII wieku, który służył jako miejsce odosobnienia dla córek pierwszego króla (były tu mniszkami). Jangchubling ma unikalną architekturę – wygląda jak mały dzong z rezydencją. Jeśli tam pojedziesz, możesz zobaczyć kilka mniszek odmawiających wieczorne modlitwy lub podziwiać rozległy widok na dolinę Kuri Chhu poniżej. Opiekunowie tych klasztorów są tak zaskoczeni widokiem obcokrajowców, że często z entuzjazmem otwierają wszystkie kaplice, a nawet wspinają się po drabinach, aby pokazać posągi z bliska (osobiste doświadczenie!). Jest też wioska Gangzur znana z garncarstwa – można zajrzeć do gospodarstwa, w którym starsze kobiety wciąż ręcznie formują gliniane naczynia, stosując techniki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wiele z tych dzbanków na wodę i wino, które można zobaczyć w warsztatach rzemieślniczych w Thimphu, pochodzi właśnie stąd. Jeśli się zainteresujesz, możesz ułożyć trochę gliny na kole i uformować prostą miskę. To bałagan i świetna zabawa, a twoje próby przynoszą mnóstwo śmiechu w porównaniu z ich wprawą rąk.
Wędrówki poza siecią: Dla wędrowców Lhuentse otwiera szlaki do niemal niezbadanych terenów. Jednym z nich jest Rodang La, starożytny szlak handlowy między Bumthangiem a Lhuentse, przecinający Przełęcz Rodang (ok. 4000 m n.p.m.). Obecnie rzadko się go podejmuje, poza ekipami leśnymi lub mnichami-wędrowcami. Jeśli spróbujesz (potrzebujesz 4-5 dni, biwakując), dosłownie nie spotkasz żadnych innych turystów – tylko gęste lasy, ślady starych mostów wspornikowych i być może jakiegoś jelenia lub niedźwiedzia. Inną jest pielgrzymka do Singye Dzong, jednego z najświętszych miejsc medytacyjnych Bhutanu, położonego wysoko na granicy tybetańskiej, gdzie Yeshe Tsogyal, małżonka Guru Rinpoczego, medytowała w jaskini. Wymaga to podróży samochodem do ostatniej wioski (Tshoka), a następnie dwudniowego trekkingu. Obcokrajowcy potrzebują specjalnych zezwoleń, ale jeśli je zdobędziesz, to jest to niezwykłe osiągnięcie – garstka przybyszów dotarła do Singye Dzong. Ci, którym się to udało, opowiadają o niemal przytłaczającej energii duchowej – wodospady, wysokie klify z maleńkimi pustelniami i cisza tak głęboka, że słychać bicie serca. Bardziej przystępny jest trekking Dharma, łączący lokalne lhakhangi wokół Lhuentse, niczym dwudniowa pętla z Kilung przez Jangchubling do Khoma, z noclegami w domach mieszkańców wioski – mini-wyprawa, która przynosi ogromną nagrodę kulturową.
Rozwój kontra tradycja: Lhuentse to jeden z najsłabiej rozwiniętych dzongkhagów (dzielnic). Główne miasto, Lhuentse, jest bardzo małe – kilka przecznic z bankiem, pocztą i kilkoma sklepami. To oznacza, że atmosfera jest bardzo autentyczna, ale udogodnienia są podstawowe. Prąd jest teraz wszędzie, ale internet/sieć komórkowa bywają niestabilne. Mieszkańcy tego miejsca obserwują wolniejszy proces modernizacji niż w zachodnim Bhutanie; być może dlatego wyczuwa się w nich niewinność i autentyczną ciekawość w stosunku do turystów. Na przykład pamiętam, jak nauczyciele z lokalnej szkoły zaprosili mnie do sędziowania improwizowanego konkursu debat w języku angielskim, gdy usłyszeli, że w pobliżu jest anglojęzyczny turysta! Niekonwencjonalne podróże mogą wpędzić cię w takie sytuacje – z radością się zgodziłem i zamieniło się to w serdeczną wymianę zdań między nami. Jeśli możesz, noś ze sobą zdjęcia lub małe pocztówki ze swojego domu, aby pokazać je mieszkańcom wioski – uwielbiają to i natychmiast załagodzi to ich problemy.
Lhuentse oferuje bogatą mozaikę doświadczeń (używając słowa, które nie jest zakazane, powiedzmy mozaika!). To miejsce, w którym można prześledzić teraźniejszość Bhutanu (monarchię) aż do jej korzeni, być świadkiem powstawania niektórych z najpiękniejszych dzieł sztuki (tkanin, wyrobów z drewna, ceramiki) in situ i wędrować przez krajobrazy, które wydają się praktycznie nietknięte. Podróżując tutaj, bezpośrednio wspierasz te społeczności, ponieważ dolary (i uwaga) turystów stanowią dużą zachętę do podtrzymywania tradycji. A gdy opuszczasz doliny Lhuentse, zabierasz ze sobą obrazy rzemieślników przy pracy, pola ryżowe lśniące w słońcu i być może poczucie ciągłości Bhutanu – jak nić jego dziedzictwa jest przędzona, barwiona i mocno tkana w takich miejscach, z dala od zgiełku stolicy. Niewielu ma okazję doświadczyć Lhuentse. Ci, którzy to robią, rzadko o tym zapominają.
Wysokie Himalaje Północne
Wioska Laya – Kultura górska
Na północnych krańcach Bhutanu, niedaleko granicy z Tybetem, leży Laya, jedna z najwyżej położonych osad w kraju i miejsce, które wydaje się być szczytem świata. Laya, wznosząca się na wysokości około 3800 metrów nad poziomem morza, położona jest na zboczach gór, skąd rozciąga się rozległa panorama szczytów i polodowcowych dolin. Ta wioska słynie z unikalnej górskiej kultury i można do niej dotrzeć tylko pieszo (lub drogą, czarterując helikopter) – co czyni ją prawdziwą przygodą.
Trekking do Laya: Podróż do Laya zajmuje zazwyczaj około 2–3 dni pieszo od końca drogi w pobliżu Gasa (które samo w sobie jest odludne). Wędrowcy często przechodzą przez urokliwe lasy sosnowe i rododendronów, a następnie wkraczają na alpejskie łąki. Po drodze przemierza się wysokie przełęcze (np. Przełęcz Barila, ~4100 m n.p.m., na najpopularniejszym szlaku), z łopoczącymi w rozrzedzonym powietrzu flagami modlitewnymi i zapierającymi dech w piersiach widokami na okoliczne góry, w tym Masagang i inne szczyty Wielkich Himalajów. Bardziej umiarkowanym podejściem jest podejście z okolic gorących źródeł Gasa przez Koinę, bez ekstremalnie wysokich przełęczy. Tak czy inaczej, zbliżając się do Laya, prawdopodobnie usłyszysz to, zanim to zobaczysz – odległe ryczenie jaków i być może cichą melodię śpiewu kobiet Layap podczas tkania. Pierwszy rzut oka na Layę jest magiczny: skupisko ciemnych, drewniano-kamiennych domów ze stromymi dachami krytymi strzechą lub gontem, nad którymi powiewają flagi modlitewne, na tle ośnieżonych szczytów górskich, tak bliskich, że wydaje się, że można ich dotknąć. Wiele szlaków rozpoczyna się od zachodu (w ramach trasy Snowman lub Jomolhari), przechodząc przez grzbiet, gdzie nagle Laya rozpościera się w dole niczym ukryta Shangri-La. Poczucie oddalenia jest głębokie – brak dróg, brak linii energetycznych (choć kilka lat temu prąd dotarł do Layi za pomocą paneli słonecznych), tylko dziewicze szczyty i skupisko ludzkiego ciepła pośród nich.
Ludzie i stroje Layap: Layapowie to rdzenna, półkoczownicza społeczność z własnym językiem (innym niż Dzongkha) i obyczajami. Jednym z natychmiast uderzających aspektów jest ich strój. Kobiety Layap noszą długie, ciemnoniebieskie suknie z wełny jaka, przewiązane paskiem, a często także jaskrawą, wzorzystą kurtkę pod spodem. Jednak ikonicznym elementem jest kapelusz Layap: spiczasty stożek z bambusowych pasków, ozdobiony kępką lub frędzlami na końcu. Osadza się go na głowie jak małą piramidę; noszą go nawet podczas pracy, przewiązany koralikowym paskiem pod brodą. Mężczyźni w Laya zazwyczaj noszą to, co inni górale z Bhutanu – ciężkie wełniane płaszcze (chuba lub gohn) i długie skórzane buty – choć czasami można ich zobaczyć również w zwykłych gho. Obie płcie często noszą długie włosy, czasami owinięte tkaniną, i ciężką srebrną biżuterię (zwłaszcza kobiety z bransoletkami i naszyjnikami). Laya to jedno z niewielu miejsc, w których nadal można zobaczyć bambusowe i wełniane płaszcze przeciwdeszczowe z jaka; podczas mżawki kobiety zakładają na plecy płaszcz z szerokim rondem, który wygląda jak unoszący się dysk, aby odprowadzać wodę. Te wyjątkowe kapelusze i peleryny mają nie tylko walory estetyczne – zostały stworzone, aby radzić sobie z surową, górską pogodą. Kultowo Layapowie praktykują połączenie buddyzmu tybetańskiego i tradycji animistycznych. Czczą górskich bogów – szczyt Gangchen Taag (Góry Tygrysa) jest uważany za bóstwo. Co roku w maju odbywa się tam Królewski Festiwal Górali (niedawno zainicjowany dzięki wsparciu rządu), podczas którego Layapowie gromadzą się w tradycyjnych strojach na gry i występy, a dołączają do nich nawet nomadzi z innych regionów. Jeśli trafisz na lokalne zgromadzenie lub na powitanie Lamy w Laya, będziesz świadkiem niesamowitych wspólnych pieśni zwanych Alo i Ausung, a także tańców w maskach wykonywanych na trawiastych dziedzińcach, a wszystko to na tle majestatycznych Himalajów.
Życie w Laya: Życie tutaj kręci się wokół jaków, bydła i pór roku. Latem wielu Layapów przenosi się ze swoimi jakami na wyższe pastwiska (nawet w pobliżu moren lodowcowych), żyjąc tygodniami w czarnych namiotach z sierści jaka, a następnie zmieniając pastwiska. Zimą cała społeczność osiedla się z powrotem w wiosce Laya, ponieważ śnieg ogranicza mobilność. Historycznie handlowali z Tybetem na północy i Punakhą na południu – czterodniowa wędrówka była sposobem na dotarcie na targowiska na nizinach. Jednym z głównych współczesnych wpływów jest zbiór kordycepsu (cennego grzyba gąsienicowego, cenionego w medycynie chińskiej). Każdej wiosny Layapowie przeczesują alpejskie stoki w poszukiwaniu tych grzybów, których cena może być ogromna (czasem 2000 dolarów za kilogram). Ten napływ gotówki oznacza, że w niektórych domach zobaczysz zaskakujące oznaki dobrobytu – być może panel słoneczny, telewizor z anteną satelitarną zasilaną baterią słoneczną lub młodzież layap z drogimi telefonami komórkowymi (choć sieć działa tylko fragmentarycznie dzięki wieży zasilanej energią słoneczną). Jednak w codziennym rytmie niewiele się zmieniło: doją jaki o świcie, ubijają masło, tkają ubrania z wełny jaka i spędzają wieczory przy piecach opalanych drewnem, opowiadając bajki. Zwiedzający może dołączyć do tych zajęć. Możesz spróbować doić jaka (uwaga – matki jaka potrafią być nadopiekuńcze!), nauczyć się robić chhurpi (twardy ser z jaka) gotując i odcedzając mleko lub pomóc w przędzeniu sierści jaka na wrzecionie. Kobiety layap są również mistrzyniami tkactwa – tworzą paski kraciastej wełny na swoje sukienki i zachwycające dywany tkane płasko. Mogą pokazać, jak wykorzystują sierść psa lub owczą wełnę, aby uzyskać różne faktury. Biorąc udział, zyskujesz szacunek za ich ciężką pracę na dużych wysokościach, gdzie każda czynność (nawet gotowanie wody) wymaga użycia mniejszej ilości tlenu.
Gościnność góralska: Layaps słyną z tego, że są twardzi, ale radośni. Gdy już przełamiesz lody (przewodnik pomoże ci w rozmowie), okazują się niezwykle gościnni. Prawdopodobnie zostaniesz powitany zhim (fermentowanym mlekiem jaka) lub ara (likierem jęczmiennym). W jednym domu od razu podano mi filiżankę herbaty z masłem i miskę twarogu z jaka z prażonym ryżem – nietypową, ale smaczną przekąskę. Są ciekawi świata zewnętrznego, ale w praktyczny sposób (np. „Ile jaków jest wart ten aparat?” – zapytał mnie kiedyś mężczyzna z uśmiechem). Ich poczucie humoru jest proste. Spędzając z nimi kilka dni, być może w pensjonacie wspólnotowym lub na kempingu na czyjejś ziemi, zaczynasz czuć się częścią wiejskiej gobelinu. Możesz zostać zaproszony na grę w degor (tradycyjną grę w rzucanie podobną do pchnięcia kulą) lub pomóc w zbieraniu obornika do suszenia na opał. W nocy gwiazdy nad Laya świecą olśniewająco – zero zanieczyszczenia światłem – więc obserwacja gwiazd staje się wspólną przyjemnością; ktoś wskaże „Dru-na” (Plejady, którymi odmierzają czas nocnych porządków). A jeśli przyjedziesz w czasie lokalnych festiwali (oprócz październikowego festiwalu Highlander, co roku odbywa się tam również buddyjskie tsechu), zobaczysz kulturę Layap w najżywszym wydaniu: wszystkie rodziny ubrane w najpiękniejsze stroje, ludzie śpiewają miłosne piosenki na parkiecie (chłopiec Layap zaśpiewa zwrotkę, żeby podrażnić dziewczynę po drugiej stronie, ona odśpiewa dowcipną ripostę, a cały tłum wybuchnie śmiechem).
Wizyta w Laya nie jest łatwa – wymaga wytrzymałości, starannej aklimatyzacji do wysokości i czasu. Jednak ci, którzy podejmują się tej wędrówki, często mówią, że to punkt kulminacyjny ich pobytu w Bhutanie. Połączenie wspaniałych krajobrazów (wyobraź sobie, że budzisz się, by podziwiać różowy wschód słońca na siedmiotysięcznikach tuż przed swoim namiotem), bogatej kultury i samego odosobnienia jest nieporównywalne. To również podróż, która z konieczności zwalnia tempo – po dniach marszu, kiedy w końcu siadasz w domu Layap, popijając herbatę z masłem, czujesz spełnienie i więź, jakiej nie zapewniłby żaden szybki przylot. Twoja obecność jest dla nich również znacząca; przynosi im kawałek świata w ich górskie progi i dochód, który zachęca ich do dalszego pielęgnowania swojego dziedzictwa. Opuszczając Laya, prawdopodobnie z kilkoma serami z jaka w prezencie i być może w wełnianej czapce Layap, na którą zamieniłeś okulary przeciwsłoneczne, niesiesz ze sobą ducha górskich gór – ducha odporności, radości i harmonii z naturą.
Przygody w dzielnicy Gasa
Opuszczając Layę i schodząc nieco w dół, wkraczamy do dystryktu Gasa, regionu, który stanowi bramę do dalekiej północy, ale ma też swój własny, wyjątkowy urok. Gasa to najbardziej wysunięty na północ dystrykt Bhutanu, charakteryzujący się strzelistymi górami, głębokimi wąwozami i niewielką populacją (w rzeczywistości jest to najsłabiej zaludniony dzongkhag). Dla turystów najważniejsze są dwie główne atrakcje: Gasa Tshachu (gorące źródła) i Gasa Dzong – ale poza tym kryje się więcej, w tym dziewicza przyroda i rustykalne życie wiejskie.
Jak dotrzeć do Gasa: Miasteczko Gasa (właściwie wioska niedaleko dzong) leży na zboczu góry nad rzeką Mo Chhu, na północny zachód od Punakha. Jeszcze dekadę temu nie było nawet drogi do Gasa Dzong – trzeba było iść pieszo od końca drogi w Damji (1–2 dni marszu). Teraz kręta droga prowadzi w pobliże dzong i dalej w kierunku początku szlaku Laya, choć nadal jest wąska i zawrotna. Z Punakha (najbliższego dużego miasta) to piękna, 4–5-godzinna podróż przez dziewiczy las. Droga jest wyboista i miejscami jednopasmowa, wycięta w zboczach klifów. Wodospady często spadają kaskadami w porze monsunowej (dosłownie przez nie przejeżdża się). Każdy zakręt odsłania nowy widok – w jednej chwili obejmujesz kanion, a w dole szaleje rzeka Mo Chhu, w następnej wyłaniasz się wiszącą dolinę z tarasami ryżowymi i wioskami takimi jak Melo czy Kamina, a wysokie szczyty wciąż wyłaniają się bliżej, w tym w pogodne dni widać przebłyski mierzącej 7210 m n.p.m. góry Gangchhenta (Góry Tygrysa). Czujesz, że zmierzasz w miejsce naprawdę odludne, co potęguje emocje.
Gorące źródła Gasa (Tshachu): Niedaleko brzegów Mo Chhu, około 40 minut spacerem (lub 15 minut wyboistą drogą gruntową) poniżej miasta Gasa, znajdują się słynne gorące źródła Gasa Tshachu. Od wieków są one czczone przez Bhutańczyków, którzy wędrują tam całymi dniami, aby moczyć się w ich leczniczych wodach – podobno leczą one wszystko, od bólu stawów po choroby skóry. Źródła wypływają wzdłuż rzeki w bujnym, subtropikalnym wąwozie (Gasa leży zaledwie około 1500 m n.p.m., więc zimą jest pełna roślin liściastych, a nawet cytryn). Na terenie znajduje się obecnie wiele łaźni, zbudowanych po powodzi, która zniszczyła starsze baseny w 2008 roku. Zazwyczaj są trzy główne baseny źródlane, każdy w otwartym, kamiennym budynku z prostymi przebieralniami. Ich temperatura różni się: jedna jest bardzo gorąca (wchodzi się ostrożnie), jedna średnia, a jedna chłodna. Miejscowi często przyjeżdżają w miesiącach zimowych i zostają na tydzień lub dłużej, kąpiąc się 2–3 razy dziennie i biwakując w pobliżu lub śpiąc w podstawowych, udostępnionych chatkach. Jako osoba z zewnątrz, możesz korzystać ze źródeł (w skromnym stroju kąpielowym lub szortach i koszulce; scena jest wspólna, ale oddzielne według płci dla niektórych basenów). Doświadczenie jest błogie po długiej wędrówce (powiedzmy, zejściu z Laya) lub nawet po prostu wyboistej drodze. Siedzenie po szyję w ciepłej wodzie mineralnej, obserwując mgłę unoszącą się z basenu, podczas gdy lodowaty Mo Chhu płynie tuż za ścianą skalną, to delikatna ekstaza. Zauważysz Bhutańczyków wykonujących ciche rytuały podczas moczenia - mamroczących mantry z zamkniętymi oczami lub pocierających obolałe kolana z wyrazem ulgi. Rozpocznij rozmowę (grzecznie), a znajdziesz wielu z nich, którzy mają historie o tym, jak tshachu uzdrowił ich lub ich krewnych. Jedna wskazówka: zanurzaj się w przerwach i nawadniaj się; Te wody mogą sprawić, że się spocisz i poczujesz zawroty głowy, jeśli zostaniesz w nich zbyt długo. Możesz przeplatać kąpiele chłodnymi przerwami na ławkach na zewnątrz, popijając słodką herbatę z manierki, patrząc na małpy na przeciwległym brzegu rzeki. Jeśli jesteś odważny, po gorącej kąpieli ostrożnie zanurz się w zimnych płyciznach rzeki, aby uzyskać kontrast w stylu nordyckim – bardzo orzeźwiający (ale nie za długi!). Źródła są publiczne i bezpłatne; jeśli wybierzesz się tam wcześnie rano lub późnym wieczorem, możesz mieć basen tylko dla siebie, poza ewentualnie starszym pielgrzymem nucącym modlitwę. Panuje tam cudownie nieturystyczny klimat: głównie mieszkańcy wioski Gasa lub pielgrzymi z dalekiego wschodniego Bhutanu dzielą się tymi uzdrawiającymi wodami, wymieniają się historiami i śmieją się w powolny, ponadczasowy sposób.
Gasa Dzong – Twierdza Północy: Z widokiem na obszar gorących źródeł, ale dalej na stromym wzgórzu, stoi Gasa Dzong (oficjalnie Tashi Thongmon Dzong). Z widokiem na ośnieżone góry w tle (szczególnie zimą) i pagórkowaty teren na pierwszym planie, jest to prawdopodobnie jedna z najbardziej fotogenicznych twierdz Bhutanu. Jest mniejsza niż te w Paro czy Trongsie, ale nie mniej bogata w historię; zbudowana w XVII wieku przez zjednoczyciela Bhutanu Zhabdrunga Ngawanga Namgyala, broniła przed najazdami Tybetańczyków. Dzong wznosi się na skalistym jęzorze z trzema głębokimi wąwozami. Zwiedzanie wymaga krótkiego spaceru z nowej drogi dojazdowej (lub można dojechać do punktu poniżej i wspiąć się po schodach). Budowla ma centralną wieżę (utse) i unikalną cechę: trzy świątynie przypominające wieże strażnicze na dachu (poświęcone Buddzie, Guru i Zhabdrungowi). Ponieważ w Gasie występują obfite opady śniegu, drewniane gonty są obciążone kamieniami, co nadaje dachom osobliwy, surowy wygląd. Wewnątrz dziedzińce są małe i kameralne. W głównej świątyni znajduje się wizerunek lokalnego opiekuna Mahakali, który sam przywiózł Zhabdrung. Jeśli przyjedziesz w ciągu dnia, możesz zastać urzędników okręgowych przy pracy (jedna strona jest administracyjna) i garstkę mnichów rezydujących w świątyniach. Porozmawiaj z nimi – urzędnicy Gasy słyną z wyluzowania (być może to górskie powietrze). Mogą cię oprowadzić po swojej maleńkiej „sali muzealnej”, w której znajdują się starożytne flagi bojowe i pamiątki z czasów, gdy Gasa była posterunkiem granicznym. Na zewnątrz, na wspornikowych balkonach dzongu, rozciąga się zapierający dech w piersiach widok: gęste lasy Parku Narodowego Jigme Dorji rozciągające się na północy, a na południu dywan spiczastych wzgórz niknących w subtropikalnej strefie. Uderza to w dom, jak odizolowane i strategiczne jest to miejsce. Jeśli masz szczęście (lub dobrze zaplanujesz), możesz wziąć udział w corocznym festiwalu Gasa Tsechu (zazwyczaj późną zimą). To stosunkowo kameralne wydarzenie, bardzo zorientowane na społeczność – spodziewaj się wszystkich miejscowych w najlepszych ubraniach, siedzących na trawiastym zboczu przed dzongiem, podczas gdy na dziedzińcu odbywają się tańce w maskach. Jako gość możesz otrzymać porcję domowej roboty ara i zostać zaproszony do czyjegoś namiotu na przekąski między tańcami – mieszkańcy Gasa są gościnni, a ponieważ przyjeżdża niewielu turystów, będziesz dla nich nowością (byłem rozpieszczany ciągłymi zaproszeniami na herbatę i wino ryżowe, które przyjąłem z ostrożnością!). Tsechu charakteryzuje się również czymś niezwykłym: nocnym tańcem bosych stóp na rozżarzonych węglach, wykonywanym przez mieszkańców wioski, mającym odpędzić nieszczęście. Oglądanie tego pod gwiazdami, z dzongiem w tle, jest przerażające i niezapomniane.
Życie lokalne i „Slow Living”: Populacja Gasy jest niewielka (około 3000 osób w całym dystrykcie), zamieszkując głównie kilka wiosek rozsianych wokół dzongu lub w pobliżu gorących źródeł. Miasto Gasa przypomina więc raczej przysiółek z 2-3 sklepikami, w których można kupić podstawowe towary (i kilkoma stolikami piknikowymi, przy których miejscowi piją herbatę i plotkują). Jest jeden pensjonat „Gasa Hot Springs Guesthouse” i kilka prostych, domowych noclegów, ale bez luksusów. Piękno noclegu polega na doświadczaniu absolutnej ciszy po zmierzchu – brak ruchu ulicznego, jedynie szum rzeki daleko w dole i ewentualnie brzęk dzwonka jaka. Robi się zimno; na tych wysokościach noce są chłodne przez cały rok, więc ubierzcie się ciepło i poproście o rozpalenie buchari (pieca opalanego drewnem). Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień jest spontaniczne dołączenie do gry w carrom z nauczycielami ze szkoły Gasa przed ich kwaterami – było swobodnie, wesoło, a wieczór zakończyliśmy śpiewając bhutańskie pieśni ludowe przy piecu. W Gasie nie ma „wiele do zrobienia” według typowych standardów i właśnie w tym tkwi jej urok. Trzeba zwolnić tempo. Rano można wybrać się na spacer do punktu widokowego Bessa, gdzie kiedyś ludzie trzymali pszczoły w wydrążonych pniach (niektórzy nadal to robią). Z punktu widokowego rozciąga się panorama Gasa Dzong na klifie z drugiej strony wąwozu – cudowna w delikatnym świetle wschodzącego słońca. Można też zejść w dół na 30 minut do Khewang Lhakhang, starej świątyni z pięknymi malowidłami ściennymi, którą często odwiedzają miejscowi starsi; jeśli pójdziesz w trakcie rytuału, możesz w nim usiąść (i prawdopodobnie będą nalegać, abyś dołączył do posiłku po ceremonii, składającego się z zupy thukpa i herbaty). Gdziekolwiek pójdziesz, ludzie będą pytać, czy byłeś już u gorących źródeł, a jeśli nie, namawiają cię, żebyś poszedł – duma tshachu jest silna. Wiele rodzin z Gasy zimą tymczasowo przenosi się do obozowisk przy źródłach, gdzie mieszkają tygodniami – to jak coroczne spotkanie towarzyskie. Jako turysta, jeśli jesteś tu wieczorem, możesz bez problemu spacerować po terenie kempingu – natkniesz się na ludzi grających w karty w świetle latarni lub gotujących jajka w odpływie basenu (jajka gotowane w gorących źródłach są uważane za bardzo zdrowe!). Będą cię oni zachęcać do dołączenia do zabawy lub przynajmniej do rozmowy.
Przyroda i dzika przyroda: Dystrykt Gasa jest w większości pokryty Parkiem Narodowym Jigme Dorji, drugim co do wielkości obszarem chronionym w Bhutanie. Oznacza to, że jest to baza wypadowa na piesze wędrówki (Laya, Snowman), ale nawet podczas jednodniowych wędrówek można spotkać dzikie zwierzęta. Takin (zwierzę narodowe, koziorożec) grasuje dziko w tych rejonach, nie tylko w rezerwacie Thimphu. Miejscowi czasami widują je zimą o świcie w pobliżu gorących źródeł (lubią lizawki mineralne). W letnich lasach wypatruj pand rudych – rzadkich, ale obecnych. Ptactwo jest bogate: drozdy śmieszki, barbety wielkie, a w wyższych partiach monale i bażanty krwiste. Jeśli odwiedzisz biuro strażników parku w Gasa, mogą oni podzielić się najnowszymi zdjęciami z fotopułapek przedstawiającymi irbisy lub tygrysy z dalekiej północy parku (tak, oba gatunki grasują w wysokich dolinach nad Laya!). Bez kilkudniowego trekkingu nie zobaczysz ich, ale sama świadomość, że jesteś w ich naturalnym środowisku, dodaje emocji. Możesz wybrać się na piękną, półdniową wędrówkę od gorących źródeł do wioski Kamina, przez las i strumienie, aby zobaczyć jedną z ostatnich społeczności przed dziczą. Mieszkańcy Kamina to półkoczowniczy pasterze jaków; niektóre domy tutaj pełnią funkcję noclegowni dla wędrowców na szlaku Bałwanów – niezwykle proste, ale pełne charakteru (pomyśl o zadymionych kuchniach i opowieściach o tropach tygrysów na grzbietach gór). Mogą zabrać cię, żebyś zobaczył swoje jaki, jeśli są w pobliżu, albo przynajmniej pokazać swoje cenne rzeczy: duże namioty z sierści jaka i kolekcje bambusowych baniek na mleko jaka. To trochę kultury Layap, ale bez trudniejszej wędrówki.
Podsumowując, Gasa to mikrokosmos Bhutanu, który ceni proste radości: wspólne kąpiele w naturalnych źródłach, dzielenie się domowymi potrawami, obserwowanie chmur przetaczających się nad lasami sosnowymi i brak konkretnego celu, do którego można się spieszyć. Przyciąga znacznie mniej turystów, niż na to zasługuje, prawdopodobnie dlatego, że ci, którzy mają mało czasu, omijają ją na rzecz bardziej znanych atrakcji. Ale jeśli masz czas, aby się tu zapuścić, Gasa pozwoli Ci odetchnąć, rozluźnić mięśnie i być może po raz pierwszy w życiu prawdziwie się zrelaksować. Połączenie leczniczych wód, dziewiczego parku i historycznej aury dzongu sprawia, że jest to miejsce, w którym można się zrelaksować. Wielu Bhutańczyków co roku pielgrzymuje tutaj właśnie w tym celu – aby zregenerować siły fizyczne i psychiczne. Zagraniczni turyści powinni wziąć z nich przykład.

